Czeski rząd jednogłośnie zaaprobował wczoraj projekt budżetu państwa na 2008 rok. Jego założenia zbliżają naszych południowych sąsiadów do strefy euro, ponieważ deficyt budżetowy miałby spaść do 70,8 mld koron (nieco ponad 9,6 mld zł), czyli poniżej krytycznej granicy 3 proc. PKB. Zejście poniżej tego poziomu w zeszłym tygodniu zaleciła Czechom Komisja Europejska.
Teraz projekt budżetu musi być przyjęty przez parlament, w którym koalicja rządowa ma bardzo kruchą większość.
Przyszłoroczne wpływy do budżetu Czech miałyby sięgnąć 1,037 biliona koron (141,5 mld zł), zaś wydatki - 1,107 biliona koron (151,1 mld zł).
Minister finansów Miroslav Kalousek łaskawszym okiem niż w połowie roku, gdy tworzono założenia budżetowe, spojrzał na potrzeby ministerstw: edukacji, kultury i rolnictwa. Każdy z tych resortów dostał o 1-1,7 mld koron (135-230 mln zł) więcej, niż zakładano początkowo. Aż o 1/3 w stosunku do pierwotnych planów, czyli do 88 mld koron (12 mld zł), wzrosła kwota przeznaczona na budowę i utrzymanie infrastruktury transportowej.
W przyszłym roku Praga ma otrzymać z Unii Europejskiej 76 mld koron (10,4 mld zł), wpłacić zaś do wspólnotowego budżetu będzie musiała około 30,1 mld koron (4,1 mld zł). Na czysto zyska więc 45,9 mld koron, czyli prawie 6,3 mld zł.