Reklama

Prywatyzacja. Czy to narzędzie zbrodni?

Publikacja: 22.09.2007 08:57

Firmy doradzające przy prywatyzacji przyzwyczaiły się do tego, że swego czasu na tym interesie można było nieźle zarobić. Teraz biznes przyjął formę przetrwalnikową i czeka na lepsze lata.

Mam dość polemik na temat tego, czy sprzedawać udziały w państwowych spółkach, czy nie. Wystarczy spojrzeć na dane GUS-owskie, które pokazują dobitnie, o ile gorsze są wyniki państwowych spółek w porównaniu z tymi osiąganymi przez firmy z sektora prywatnego. Jeszcze lepiej przyjrzeć się jest spółkom, które zostały sprywatyzowane kilkanaście lat temu.

Okazuje się, że można było rozkręcić dzięki nim biznes, jaki pod państwową kuratelą nie byłby w ogóle do pomyślenia.

Ale jest i druga strona medalu: jak procesy prywatyzacyjne wyglądały. Co było w nich uczciwe, a co nie. Tego nie możemy dziś jednoznacznie osądzić. Jeśli spojrzeć na to tylko od strony doradców prywatyzacyjnych, to widać, że część firm współpracuje ze Skarbem Państwa latami, a część ma swoje złote lata wyłącznie za czasów określonej ekipy rządzącej. Zbieg okoliczności?

Ci, którzy próbują teraz te sprawy badać, często są postrzegani jako najemnicy, którym dano naboje i kazano strzelać do przeciwników politycznych. Trudno pozbyć się wrażenia, że wykrywanie prywatyzacyjnych "przekrętów" wynika wyłącznie z chęci zyskania poparcia w kolejnych wyborach.

Reklama
Reklama

Z drugiej strony, skoro coś było nieuczciwe, to chyba komuś powinno się za to dostać po łapach...

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama