Reklama

Wygasające kontrakty uderzyły w WIG20

Pod koniec sesji inwestorzy zaczęli gwałtownie wyprzedawać akcje

Publikacja: 22.09.2007 10:20

Godzina Czarów", często zwana także "Godziną Wiedźm", czyli ostatnia godzina notowań wygasających serii kontraktów terminowych i opcji, zawsze charakteryzowała się wzmożoną aktywnością inwestorów. Na tyle wzmożoną, że za każdym razem podnoszą się głosy mówiące o manipulacji. Podobnie było też tym razem.

Wiedźmy coraz śmielsze

Zaczęło się o godzinie 15.05 - czyli na 5 minut przed rozpoczęciem kwotowania kursu rozliczenia, gdy wartość indeksu WIG20 zaczęła gwałtownie spadać. W ciągu niespełna 10 minut obniżyła się o prawie 70 punktów. Gdyby ta wartość się utrzymała, oznaczałoby to 700 złotych zysku lub straty na każdym kontrakcie. Zysku dla tych, którzy wiedząc, w jakim kierunku pójdzie indeks, zajęli krótkie pozycje, a straty dla grających na wzrosty. Indeks pogłębiał straty przez pierwszą połowę kluczowej godziny, następnie strona popytu odzyskała trochę sił, ale nie udało jej się zniwelować nawet połowy strat z pierwszych 30 minut. Różnica między 15.05, gdy pojawiły się pierwsze zlecenia sprzedaży, a dołkiem z 15.39 wyniosła aż 82 punkty!

Temu wszystkiemu towarzyszyły gigantyczne obroty. Jeszcze o godzinie 15.10 obroty z całego dnia na WIG20 ledwo sięgnęły 767 mln złotych. "Godzina Czarów" zakończyła się wartością wolumenu przekraczającą 1,7 mld złotych, a dzień zamknął się na 1,96 mld. Tak duże obroty w ciągu godziny, biorąc pod uwagę, że nic szczególnego na świecie się nie wydarzyło, są wyjątkowe.

Mechanizm działania

Reklama
Reklama

Co było przyczyną takiego zachowania inwestorów? Otóż kurs rozliczenia instrumentów pochodnych opartych na indeksach warszawskich blue chipów wyznaczany jest na podstawie notowań indeksu WIG20 w godz. od 15.10 do 16.10. Indeks kwotowany jest co 15 sekund, co daje w sumie 240 wartości, z których po dodaniu kursu zamknięcia kontraktów wyciąga się średnią arytmetyczną. Średnia z tych 241 wartości to właśnie kurs rozliczenia instrumentów pochodnych. Wynika z tego, że notowania kontratków stanowią 1/241 część kursu rozliczenia - kluczowa jest wartość indeksu w ciągu ostatniej godziny. To właśnie może zostać wykorzystane przez inwestorów dysponujących znaczącym kapitałem - koszyki zleceń mogą przesunąć indeks w "korzystną" stronę, a biorąc pod uwagę dźwignię finansową, jaka działa w przypadku kontraktów terminowych (do otwarcia pozycji potrzeba mniej niż 10 proc. wartości kontraktu), proceder ten staje się nad wyraz opłacalny.

Ustawianie kursu?

Pragnący zachować anonimowość analityk giełdowy sugeruje, że wczorajsze załamanie się kursu jest wynikiem działania wąskiej grupy osób. Uważa, że zlecenia koszykowe, które zepchnęły indeks, były składane z kilkudziesięciu rachunków inwestycyjnych. Według niego, gdy do takich sytuacji dochodzi na innych rynkach, natychmiast są one poddawane dokładnej analizie - badane są powiązania między aktywnością na rynku akcji a rynkiem terminowym.

Gdy do podobnej sytuacji - choć w znacznie mniejszej skali, bo zmiana wartości indeksu była mniejsza niż 20 pkt - doszło w czerwcu, nie było żadnej reakcji. Jednym z możliwych rozwiązań problemu byłaby zmiana sposobu rozliczania instrumentów pochodnych. Np. - gdyby wycena kontraktów miała tę samą wagę w kursie rozliczenia, co wartośc indeksu.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama