Nie chciałbym być złym prorokiem, ale coraz bardziej boję się, że coś złego może stać się giełdzie. Że któregoś dnia obudzimy się, a giełdy nie będzie. Po prostu przestanie istnieć, zniknie, wyparuje, Sejm uchwali ustawę, że nie jest nikomu do szczęścia potrzebna. Wszystko jedno. Nie będzie jej.
Dlaczego? To proste. Nikt nie lubi być lekceważony, a politycy nie lubią być lekceważeni szczególnie. Generalnie to naprawdę weseli ludzie, gdzie nie pójdą, tam się z nich śmieją, ale nie mogą znieść, kiedy się ich nie zauważa. Dlatego kiedyś mogą zechcieć się zemścić. Proszę przeanalizować, co działo się w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Rząd zaczyna się chwiać, a giełda zachowuje się, jak gdyby nigdy nic. Indeksy rosną, inwestorzy likwidują bezpieczne lokaty, żeby kupować obarczone nawet największym ryzykiem akcje, WIG rośnie. Jakby wszyscy zmówili się, żeby zadrwić z wstrząsanego śmiertelnymi konwulsjami gabinetu.
Po paru tygodniach rozpada się koalicja, rząd traci jednego po drugim wicepremierów, jakich Polska jeszcze nie miała, a giełda nie tylko nie reaguje na to choćby najskromniejszą korektą, ale, jak na złość, spokojnie kwitnie, a wskaźniki bezczelnie biją kolejne rekordy. Tak się nie robi bądź co bądź rodakom.
Premier ostrzega, że najlepszy od czasów Mieszka I rząd może w końcu nie wytrzymać i ugiąć się pod brutalnymi atakami opozycji, a giełda znów tego nie zauważa. Nikt nie słyszy dramatycznego wołania o pomoc, zawartego w tych słowach. Owszem, komentatorzy odnotowują na giełdzie spadki, niektórzy mówią wręcz o panice, a najbardziej nerwowi przywołują wspomnienie czarnego czwartku z 1929 roku, ale czy ma to jakikolwiek związek z agonią rządu? Nie! Okazuje się, że dla giełdy nad Wisłą bardziej liczą się kredyty, które wzięli jacyś Amerykanie, a teraz nie mają z czego ich spłacić. Nie zdziwiłbym się, gdyby historycy potraktowali to kiedyś jako nową targowicę. Ojczyzna w potrzebie, a jej synów to nic nie obchodzi.
Wreszcie Sejm podejmuje dramatyczną decyzję o samorozwiązaniu. Decyzję, która wstrząsa posadami państwa, a giełda nie dostaje choćby gęsiej skórki. Jeśli nawet jednego dnia indeksy nieco spadają, następnego wszystko nadrabiają. Na koniec rozpoczyna się bardzo agresywna kampania wyborcza, politycy nie szczędzą sobie obelg i afrontów, a giełda demonstruje kompletny brak zainteresowania.