Ministrowie finansów krajów Unii Europejskiej spotkają się jutro w Luksemburgu, aby dyskutować o skuteczności przepisów zapobiegających nadmiernemu zadłużaniu się państw członkowskich. M.in. rozmawiać będą o zasadzie utrzymywania deficytu sektora rządowego i samorządowego poniżej 3 proc. PKB (jedna z zasad tzw. Traktatu z Maastricht).
W czerwcu Komisja Europejska zwróciła uwagę na fakt, że dobra koniunktura gospodarcza ułatwia wypełnienie kryteriów fiskalnych, ale nie oznacza to, że finanse publiczne krajów UE są w dłuższej perspektywie bezpieczne. Dlatego Bruksela zaproponowała wzmocnienie "prewencyjnego ramienia" regulacji - m.in. wymuszenie na krajach członkowskich planowania w horyzoncie kilkuletnim oraz dokładne analizowanie zagrożeń wynikających z pogorszenia koniunktury.
Uwagi Komisji dotyczą szczególnie siedmiu krajów, które nie spełniają norm unijnych i są objęte tzw. procedurą nadmiernego deficytu. Wśród nich znajduje się Polska. Ministerstwu Finansów trudno przekonać brukselskich urzędników o poprawie sytuacji fiskalnej naszego kraju. Bruksela szacuje bowiem nasz deficyt sektora na ponad 3 proc. PKB. Unijni urzędnicy zwracają dodatkowo uwagę na dość dużą zmienność wpływów podatkowych do budżetu. Ich zdaniem, świadczy to o tym, że w razie dekoniunktury finanse państwa mogą być zagrożone.
Argumentem w rękach polskiego rządu jest doskonałe wykonanie ustawy budżetowej w tym roku (po dziewięciu miesiącach mamy wciąż niewielką nadwyżkę dochodów nad wydatkami). W efekcie deficyt dla całego sektora (łącznie z samorządami oraz systemem ubezpieczeń społecznych) okazać się może niższy od 3 proc. już w 2008 r. UE wymagać może od nas jednak prognoz w dłuższym horyzoncie.