Mamy za sobą sesję, w czasie której nie tylko nie doszło do kolejnej próby pokonania szczytów hossy, ale doszło do oddalenia się od tych szczytów. Początek sesji był przykry dla posiadaczy długich pozycji i reszta sesji ulgi im nie przyniosła. Dzień zakończyliśmy spadkiem, ale nie wpływa to znacząco na ocenę sytuacji technicznej na rynku.
Dzień zaczął się spadkiem o 20 pkt. Jak się okazało, poziom otwarcia był niemalże najwyższym poziomem notowań na tej sesji. Na rynku terminowym cała przecena została wykreślona jeszcze do godziny 10.00. Później byliśmy świadkami odbicia, które nie było nazbyt wielkie i nie poprawiło znacząco sytuacji na rynku. Przebieg notowań na kasowym był oczywiście podobny, z tą jednak różnicą, że tu przed 15.00 pojawiło się nowe minimum sesji. Popołudniowa przecena nie była zbyt mocna - tuż po zaliczeniu wspomnianego minimum ceny podskoczyły wyżej i pozostały na poziomie, na jakim rynek przebywał niemal całą sesję.
Przecena dochodziła do 2 proc. Jest to wartość godna uwagi, ale jednocześnie należy stwierdzić, że niewiele się zmieniło. Kontrakty jeszcze przedwczoraj były na poziomie rekordowym. Jedna sesja przeceny nie jest w stanie wpłynąć na decyzje inwestycyjne graczy. Nadal jesteśmy na tyle blisko rekordów, by spodziewać się ataku na ich poziom i uważać, że wyznaczenie nowych szczytów jest prawdopodobne. Technicznie nadal utrzymujemy, że przewagę ma popyt, a zdanie to będzie można zmienić, gdy pojawią się ku temu jakieś powody.
W trakcie dnia poznaliśmy
kilka ciekawych informacji ze sfery makro. Po pierwsze, prezes NBP uspokajał, że ostatni szybszy wzrost cen jest wynikiem chwilowego wahnięcia cen żywności i nie będzie miał większego wpływu na inflację w dłuższym terminie. Jego zdaniem, inflacja na poziomie bazowym jest nadal stabilna.