Zaledwie miesiąc dzieli nas od podsumowania 2007 roku. Już teraz można jednak powiedzieć, że dla posiadaczy akcji listopad zaliczymy do najtrudniejszych miesięcy.
Spadki indeksów na warszawskiej giełdzie przyćmiły nawet te sierpniowe, wywołane kryzysem na rynku ryzykownych kredytów hipotecznych. Tym razem powód obniżki cen akcji był podobny. Jak zły szeląg powrócił bowiem niepokój o kondycję sektora bankowego w USA i Europie Zachodniej. Największe instytucje finansowe świata zasypały rynek zapowiedziami o konieczności utworzenia olbrzymich rezerw na pokrycie strat spowodowanych przez ten kryzys. Reakcja rynków była jedna - spadek cen akcji.
Pogorszenie nastrojów na świecie odbiło się również na GPW. O ile jednak na Wall Street najmocniej ucierpiał sektor finansowy (indeks S&P 500 Financials jest na najniższym poziomie od maja 2005 r.), to u nas liderami spadków były małe i średnie spółki. Indeks WIG-Banki obronił się przed spadkiem poniżej sierpniowego dołka, czego nie można powiedzieć o sWIG80, który stracił ponad 13 proc. Przed stratami nie uchronili się nawet posiadacze bezpiecznych z założenia obligacji. Obliczany przez Bloomberga indeks obligacji skarbowych z wykupem powyżej jednego roku stracił w listopadzie około 1 proc. Jest to o tyle zaskakujące, że w tym samym okresie obligacje w strefie euro się umocniły. Zgoła inaczej o listopadzie będą myśleć posiadacze kredytów walutowych. Złoty bił rekordy mocy wobec głównych walut.
W USA wróciły objawy kryzysu
Podczas gdy mający złą sławę październik, zamiast powtórki krachu z lat 1987 i 1997 przyniósł stabilizację notowań na Wall Street, to kiepska koniunktura powróciła w listopadzie. Powód był w zasadzie taki sam, jak w czasie pierwszej fali wyprzedaży w lipcu i sierpniu. Inwestorzy przestraszyli się nawrotu choroby znanej jako kryzys na rynku kredytowym. Wbrew nadziejom, jej objawy nasiliły się - największe banki obwieściły zawiązanie gigantycznych, wielomiliardowych rezerw na straty związane ze spadkiem wartości instrumentów zabezpieczonych należnościami z kredytów hipotecznych. W efekcie sektor finansowy pozostał najsłabszym ogniwem amerykańskiego rynku akcji. Pierwsza iskierka nadziei na zmianę tego stanu rzeczy pojawiła się w końcu miesiąca, gdy optymizm ożył wraz z oczekiwaniami na szybszą obniżkę stóp procentowych. Pytanie tylko, czy to już definitywny koniec kryzysu na rynku kredytowym.