Przez ostatnie trzy dni miedź drożała i w rezultacie miniony tydzień zakończył się największą od połowy września zwyżką ceny tego metalu. Ale też od początku października do czwartkowego zamknięcia staniał on aż o 16 proc.
W piątek miedź drożała od początku notowań, bo giełda terminowa w Szanghaju poinformowała, że monitorowane przez nią zapasy miedzi spadły o 23 proc. i były najmniejsze od 1 marca. Spadek zapasów w Chinach zazwyczaj oznaczał większe zakupy tamtejszych spółek na międzynarodowym rynku, a większy popyt z ich strony powodował wzrost cen. Inwestorów do zakupów miedzi zachęciły też zwyżki na giełdach akcji, co odebrano jako sygnał, że światowy wzrost gospodarczy nie ulegnie spowolnieniu. Z optymizmem i nadzieją na poprawę sytuacji odebrano na rynku metali ostatnie wypowiedzi szefów amerykańskiego banku centralnego. Wynika z nich zmiana oceny sytuacji. Rezerwa Federalna zapewnia bowiem, że jest czujna i elastyczna, co otwiera furtkę do cięcia stóp. Większość analityków i ekonomistów decyzji o obniżeniu kosztów kredytu spodziewa się już na grudniowym posiedzeniu Fed.
Do powszechnego optymizmu na rynku miedzi wciąż jednak dość daleko. Z 17 analityków ankietowanych przez agencję Bloomberga jedynie 7 spodziewa się wzrostu cen w przyszłym tygodniu, a sześciu prognozuje ich spadek.
Pod koniec piątkowych notowań tona miedzi z dostawą za trzy miesiące kosztowała w Londynie 7008 USD, o 128 USD więcej niż na zamknięciu dzień wcześniej. Na koniec minionego tygodnia kontrakty te kosztowały po 6710 USD za tonę.