Ptasia grypa nie wpłynie w istotny sposób na sytuację przemysłu drobiarskiego w Polsce. Wprawdzie od soboty, tj. od momentu wykrycia zabójczego wirusa H5N1, Krajowa Rada Drobiarstwa Izba Gospodarcza zanotowała spadek zamówień na drób, ale z początkiem tygodnia sytuacja zaczęła się stopniowo poprawiać. Firmy ze spokojem przyjmują też informacje o zakazie eksportu mięsa na Ukrainę i Białoruś, ze względu bowiem na wysokie cła wysyłaliśmy tam śladowe ilości drobiu.
Groźniejsza od grypy
aprecjacja złotego
Piotr Kulikowski, prezes firmy Indykpol, uważa, że pojawienie się ptasiej grypy może nieznacznie wpłynąć na sytuację firmy, ale będzie to miało charakter przejściowy. - Sądzę, że odbije się to czkawką w pierwszym kwartale 2008 r. - powiedział w rozmowie z "Parkietem" Kulikowski. Jego zdaniem, co roku o tej porze spada popyt na mięso drobiowe, więc straty wywołane paniką na rynku nie powinny być duże. - Szczęście w nieszczęściu, że wirusa wykryto w grudniu, który i tak jest kiepskim miesiącem, jeśli chodzi o sprzedaż mięsa drobiowego. Ludzie kupują drób mniej więcej do połowy miesiąca, jednak w święta wolą jeść wieprzowinę - dodał Kulikowski.
Wirus spowodował obniżenie cen tuszek drobiowych o około 10 proc., jednak taka korekta nie martwi prezesa Indykpolu. - W Polsce ceny i tak były najwyższe spośród wszystkich krajów Unii Europejskiej. Teraz dojdzie do wyrównania relacji - powiedział Kulikowski. Jego zdaniem, na naszym rynku działa zbyt wiele ubojni, które podkupują sobie żywiec i stąd ciągle rosnące ceny mięsa. - Bardziej niż ptasia grypa martwi mnie aprecjacja złotego. Przeprowadziliśmy analizę, z której wynika, że tańsze importowane komponenty paszowe i paliwa nie rekompensują uzyskiwanych w złotych cen eksportowanego mięsa i przetworów - dodał Kulikowski. Prezes Indykpolu zapowiedział, że w tej sytuacji firma przyjmie inną strategię. - Położymy jeszcze większy nacisk na rynek wewnętrzny. Polscy konsumenci są coraz bogatsi i mają coraz większą świadomość w kwestii zdrowej żywności. Na tym rynku jest jeszcze wiele miejsca do zagospodarowania - stwierdził Kulikowski.