Przesłanki merytoryczne przemawiają za integracją GINB i KNF w zaplanowanym terminie, czyli 1 stycznia 2008 r. Jednak ostatnio do dyskusji o nadzorze bankowym włączył się prezydent RP, który wniósł do Sejmu projekt nowelizacji ustawy o nadzorze nad rynkiem finansowym. Projekt jest tożsamy z zaproponowanym w sierpniu br. projektem rządowym.
Trudno odnosić się do argumentów natury politycznej czy do interesów głównych graczy na rynku finansowym. Dla przyszłości rynku finansowego ważne jest, jakie skutki przyniosłoby wstrzymanie "w pół drogi" integracji nadzoru. Celem integracji jest ochrona zaufania do rynku finansowego i jego stabilności. Podejmując ewentualną decyzję o zmianie raz przyjętego kierunku integrowania nadzoru, trzeba byłoby się liczyć z kosztami utraty zaufania do polskiego rynku finansowego.
W lipcu 2006 r. ustawodawca przyjął ustawę o nadzorze nad rynkiem finansowym. W pierwszym rzędzie zintegrowane zostały KPWiG i KNUiFE, a od 1 stycznia 2008 r. do KNF ma dołączyć GINB. Połączenie uzasadniają synergie w zakresie skuteczności nadzoru nad rynkiem finansowym oraz światowe tendencje integrowania nadzorów.
Łączenie nadzorów na świecie wynika z coraz większego przenikania się działalności instytucji finansowych z różnych sektorów i coraz szerszej aktywności transgranicznej. Europejskie grupy finansowe obejmują 67 proc. polskiego rynku ubezpieczeń, 65 proc. rynku otwartych funduszy emerytalnych, 47 proc. rynku funduszy inwestycyjnych i 31 proc. bankowego. W krajach, które dołączyły do Unii Europejskiej w 2004 r., spółki zależne od banków ze "starej" Unii (UE-15) stanowią 56 proc. aktywów w sektorze finansowym. Jeśli nadzory są rozproszone, to mogą być stosowane różne standardy, co negatywnie wpływa na skuteczność nadzoru i ochronę klienta. Model zintegrowanego nadzoru przyjęło wiele dynamicznie się rozwijających państw z Europy.
Jednym z najważniejszych zadań nadzoru finansowego jest ochrona konsumentów. To KNF w lipcu 2007 r., w trosce o zaufanie rynku, uchwaliła standardy reklamy dla funduszy inwestycyjnych, których beneficjentami są właśnie nieprofesjonalni uczestnicy rynku. W tym samym czasie KNF zwróciła się do nadzoru bankowego o uchwalenie podobnych standardów w stosunku do reklam banków, jednak takie działania nie nastąpiły. Czy sytuacja taka miałaby miejsce, gdyby nadzór bankowy stanowił część KNF?