Ostatnie miesiące odwróciły "do góry nogami" sytuację na warszawskiej giełdzie. Jak wynika z naszych obliczeń, w końcu czerwca, czyli tuż przed załamaniem trendu wzrostowego, akcje ponad 80 proc. spółek znajdujących się teraz w składzie indeksu mWIG40 były droższe niż pół roku wcześniej. Teraz ten odsetek maluje się w znacznie ciemniejszych barwach - przez ostatnie pół roku podrożało jedynie 2 proc. średnich firm.
Jakie stąd płyną wnioski? Aby to sprawdzić, obliczyliśmy powyższe wskaźniki również dla poprzednich lat (dla przedsiębiorstw, które teraz znajdują się w gronie mWIG40). Okazuje się, że tak fatalnych półrocznych statystyk nie zanotowano nawet w czasie ostatniej bessy. W najgorszym momencie (w marcu 2001 r.) odsetek spółek, które przez pół roku straciły na wartości, wynosił 93 proc., czyli mniej niż obecnie (98 proc.).
Na tej podstawie można stwierdzić, że tempo i zakres ostatnich spadków były na tyle duże, że trwające odbicie kursów jest w pełni uzasadnione. Uznawana tradycyjnie za udaną dla rynku akcji końcówka roku powinna podtrzymać poprawę nastrojów lub przynajmniej zatrzymać ewentualną kolejną falę wyprzedaży. Tym razem efekt window dressing ("strojenia witryn") może być bardziej widoczny niż zazwyczaj, bo zarządzający funduszami będą mieli szczególną motywację, by poprawić mocno nadwątlone roczne wyniki inwestycyjne.
Koniec spadków czy etap
przejściowy?