Reklama

Zmiany dostawcy energii pod prąd

Od 1 lipca możemy sami wybrać dostawcę energii elektrycznej. Na razie jednak z przeszkodami

Publikacja: 10.12.2007 09:59

Pod koniec czerwca i na początku lipca o możliwości zmiany dostawcy energii donosiły praktycznie wszystkie media. 1 lipca prawo wyboru sprzedawcy energii otrzymały tylko gospodarstwa domowe, bo wszyscy pozostali odbiorcy mieli już możliwość jego zmiany wcześniej. Jednak z tego prawa nie korzystali, nie było nawet znaczącej liczby zapytań o możliwość i warunki nowych rozwiązań. Spośród ponad miliona odbiorców zdecydowało siź na to na razie jedynie kilkadziesiąt klientów. Podobnie było w przypadku gospodarstw domowych. Niewiele osób zainteresowało siź ofertami innych dostawców, a jeszcze mniej podjźło starania o jego zmianź. Polacy mało interesują siź energetyką, skąd mają prąd oraz za ile. Jak dotąd spółki energetyczne także nie podjźły skutecznej walki o nowych klientów. Kampanii reklamowych informujących o ofertach dla drobnych odbiorców było niewiele.

Może to i słusznie, bo proces przejścia do innego operatora energii wcale nie jest prosty.

Proces zmiany sprzedawcy jest w niektórych przypadkach blokowany przez wciąż trwający proces rozdzielenia działalności sieciowej od obrotowej. Niektóre spółki dystrybucyjne przystąpiły do rozdzielenia tych działalności zbyt późno i jeszcze w ostatnim tygodniu czerwca wciąż ważyły się losy modeli rozdzielenia. To powodowało, że firmy działały w warunkach faktycznego monopolu lokalnego. Energetycy prognozują, że w polskich realiach proces rozdzielania działalności będzie trwał minimum 3 lata. Jeżeli w tym okresie nastąpi rzeczywiste rozdzielenie - to będzie sukces.

Energetycy mają problemy

Wśród energetyków krąży anegdota, że pierwszym klientem, do którego utraty po lipcowym otwarciu rynku energii przyznał się warszawski RWE Stoen, miał być... Tuomo Hatakka, mieszkający w Warszawie prezes Vattenfall Poland - konkurenta RWE. Plotka głosi, że dla przeniesienia szefa Vattenfalla powołano specjalny zespół, który pracuje nad tym od dwóch miesięcy - na razie bez sukcesów. Ta historia nie jest prawdziwa, jednak faktem jest, że zmienić operatora wcale nie jest łatwo.

Reklama
Reklama

Spółki odpowiedzialne za obrót energią i eksperci są zgodni: procedury związane ze zmianą dostawcy są zdecydowanie zbyt długotrwałe, pracochłonne i kosztowne. Co gorsza, nie są jednolite, bo Urząd Regulacji Energetyki, zatwierdzając instrukcje dla spółek, zgodził się m.in. na różne maksymalne terminy zakończenia procedury przenosin. W większości spółek jest to 60 dni, ale w niektórych, np. w Stoenie, aż 90. To jeden z głównych powodów, dla których na detaliczny rynek energii nie wybierają się na razie firmy nieposiadające bazowej puli klientów (od kilkuset tysięcy do kilku milionów) odziedziczonej po zakładzie energetycznym, który do niedawna zajmował się i dystrybucją, i obrotem. Z założenia przenosiny powinny odbywać się online, jednak nie stworzono do tego warunków. To bardzo długotrwały i skomplikowany proces, który po prostu się nie opłaca. Dla porównania, w Wielkiej Brytanii detaliczne marże są na tyle wysokie, że odbiorców warto zdobywać nawet przy wykorzystaniu domokrążców (czyli najkosztowniejszego kanału), bo roczna umowa zarabia na koszty już po pół roku.

Adam Szafrański, były prezes URE, obiecywał procedury związane ze zmianą sprzedawcy energii. - Maksymalny termin zakończenia procedury zmiany sprzedawcy należy zdecydowanie skrócić - na przykład do 30 dni - mówił Szafrański. Na razie jednak żadnych zmian, poza zmianami na stanowisku szefa Urzędu Regulacji Energetyki, nie widać. Szafrańskiego niedawno zastąpił Mariusz Swora.

Kto chce zmienić dostawcę

Energetycy szacują, że w ciągu roku od uwolnienia rynku, czyli do lipca 2008 roku, tylko 7-10 proc. odbiorców może zmienić sprzedawcę energii. Kolejne około 20-30 proc. dostawców będzie zainteresowanych zmianą sprzedawcy. Jako pierwsi zmian dokonają tzw. early movers, czyli najbardziej aktywni uczestnicy rynku. Jest taka grupa ludzi, którzy pierwsi kupili telefony komórkowe, pierwsi kupowali komputery, jako pierwsi zmienili firmę telekomunikacyjną, mniej więcej ta sama grupa będzie pierwsza zmieniała sprzedawcę energii. Early movers nie kierują się czynnikami finansowymi. Ich bardziej niż cena interesuje sprawdzenie możliwości skorzystania z nowej oferty, a także czasami symboliczny gest zerwania z dotychczasowym monopolistą.

Ceny już (nie)wolne

Największego wzrostu liczby przejść do innego operatora spodziewano się głównie w 2008 roku. Od 1 stycznia taryfy nie miały być już zatwierdzane przez Urząd Regulacji Energetyki. Teraz data "uwolnienia cen energii" stoi pod znakiem zapytania. Wprawdzie na początku listopada ówczesny prezes URE Adam Szafrański zdecydował, że firmy energetyczne posiadające koncesję na obrót energią będą zwolnione z obowiązku przedkładania do zatwierdzenia taryf dla energii elektrycznej, to jednak zaraz po tej decyzji premier Jarosław Kaczyński odwołał go po tym ze stanowiska, a następca Szafrańskiego - Mariusz Swora wstrzymał decyzję o liberalizacji rynku. Teraz do tematu musi wrócić nowy rząd.

Reklama
Reklama

Spółki energetyczne nie kryją oburzenia metodami, jakie stosują wobec nich politycy. - Energetyka najlepiej działa tam, gdzie rynek jest uwolniony - zaznacza Łukasz Zimnoch, rzecznik koncernu Vattenfall, dostarczającego prąd ponad milionowi indywidualnych klientów na Górnym Śląsku. Jego zdaniem, decyzja szefa Urzędu Regulacji Energetyki stawia firmę w trudnej sytuacji, bo energetycy uwolnienie cen energii uwzględnili w swoich planach na przyszły rok. Zwraca uwagę, że decyzję zmieniono niedługo przed końcem roku. Jak przekonuje, dystrybutorzy nie mają aż tak wielkiego wpływu na ceny energii elektrycznej. Składa się na nią cena węgla, koszt produkcji energii w elektrowni i przesyłu. - Jeżeli wszystkie te skadniki - z wyjątkiem dystrybucji - są uwolnione, to stawia nas to w dość trudnej sytuacji, bo tylko finalna część jest regulowana - powiedział Zimnoch. Jeśli do "uwolnienia cen energii" jednak dojdzie w przyszłym roku, możemy spodziewać się sporych podwyżek. Szacuje się, że mogą one wynieść 5-10 proc. Wzrost cen spowodowany będzie zwiększającymi się kosztami wytwarzania energii i koniecznością budowy nowych mocy. Na korzyść klientów będzie natomiast działała presja konkurencji, która będzie skłaniała do obniżek cen energii. Energetycy mają też nadzieję, że wraz z liberalizacją nastąpi masowy ruch klientów, a wraz z nim ułatwienia w zmianie operatora. Nie tylko korzystne ceny bowiem, ale także uproszczenia w procesie przejścia i zapewnienie o solidności dostaw energii mają wpływ na decyzje o zerwaniu umowy i zawarciu nowej.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama