Pod koniec czerwca i na początku lipca o możliwości zmiany dostawcy energii donosiły praktycznie wszystkie media. 1 lipca prawo wyboru sprzedawcy energii otrzymały tylko gospodarstwa domowe, bo wszyscy pozostali odbiorcy mieli już możliwość jego zmiany wcześniej. Jednak z tego prawa nie korzystali, nie było nawet znaczącej liczby zapytań o możliwość i warunki nowych rozwiązań. Spośród ponad miliona odbiorców zdecydowało siź na to na razie jedynie kilkadziesiąt klientów. Podobnie było w przypadku gospodarstw domowych. Niewiele osób zainteresowało siź ofertami innych dostawców, a jeszcze mniej podjźło starania o jego zmianź. Polacy mało interesują siź energetyką, skąd mają prąd oraz za ile. Jak dotąd spółki energetyczne także nie podjźły skutecznej walki o nowych klientów. Kampanii reklamowych informujących o ofertach dla drobnych odbiorców było niewiele.
Może to i słusznie, bo proces przejścia do innego operatora energii wcale nie jest prosty.
Proces zmiany sprzedawcy jest w niektórych przypadkach blokowany przez wciąż trwający proces rozdzielenia działalności sieciowej od obrotowej. Niektóre spółki dystrybucyjne przystąpiły do rozdzielenia tych działalności zbyt późno i jeszcze w ostatnim tygodniu czerwca wciąż ważyły się losy modeli rozdzielenia. To powodowało, że firmy działały w warunkach faktycznego monopolu lokalnego. Energetycy prognozują, że w polskich realiach proces rozdzielania działalności będzie trwał minimum 3 lata. Jeżeli w tym okresie nastąpi rzeczywiste rozdzielenie - to będzie sukces.
Energetycy mają problemy
Wśród energetyków krąży anegdota, że pierwszym klientem, do którego utraty po lipcowym otwarciu rynku energii przyznał się warszawski RWE Stoen, miał być... Tuomo Hatakka, mieszkający w Warszawie prezes Vattenfall Poland - konkurenta RWE. Plotka głosi, że dla przeniesienia szefa Vattenfalla powołano specjalny zespół, który pracuje nad tym od dwóch miesięcy - na razie bez sukcesów. Ta historia nie jest prawdziwa, jednak faktem jest, że zmienić operatora wcale nie jest łatwo.