"Spekulanci nie wykorzystali swojej szansy i nie zdołali jeszcze bardziej umocnić notowań dolara podczas płytkiego, świątecznego handlu. Przeszkodził im w tym opublikowany w środę raport S&P/Case-Shiller pokazujący większy od rynkowych prognoz spadek cen domów w USA w październiku. Był on największy od kilku lat, a rosnąca podaż to wynik działań banków wystawiających zajęte aktywa na sprzedaż" - ocenia główny analityk DM First International Traders Marek Rogalski.
W czwartek amerykańskiej walucie zaszkodziła także publikacja danych o zamówieniach na dobra trwałego użytku w listopadzie, która okazała się gorsza od prognoz. Dynamika wyniosła 0,1 proc. m/m wobec oczekiwanych 2,0 proc. m/m.
Według Rogalskiego, wiele będzie teraz zależeć od sytuacji na rynkach akcji. Jeżeli dojdzie do tzw. efektu stycznia, czyli corocznych zwyżek akcji na początku roku, to dolar pozostanie słaby. W przeciwnym razie wzrost globalnego ryzyka, doprowadzi do sytuacji w której inwestorzy będą zamykać pozycje na lokalnych rynkach, kreując popyt na amerykańską walutę.
"Na fali słabości dolara na wartości zyskał złoty. Istotne informacje napłyną na rynek dopiero 2 stycznia. Będzie to prognoza resortu finansów dotycząca poziomu grudniowej inflacji. Jednak już teraz inwestorzy mogą się na nią przygotowywać. Zwłaszcza, że I i II kwartał 2008 r. mogą być okresem wyraźnych podwyżek stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej. Tym samym, jeżeli nic się nie wydarzy na rynkach akcji, a dolar pozostanie słaby względem euro, to pierwsze tygodnie stycznia mogą przynieść dalsze umocnienie się polskiej waluty" - ocenia Rogalski.
Około godziny 16:00 rynek wyceniał jedno euro średnio na 3,6089 zł, a dolara na 2,4771 zł. Kurs euro/dolar wynosił 1,4568.