Za kilka dni kolejna duża zmiana w nadzorze nad rynkiem finansowym. Kolejna, bo ze zmianami mamy tu do czynienia co kilka lat. Ostatnio, jesienią 2006 r., powstała Komisja Nadzoru Finansowego, która połączyła uprawnienia nadzoru nad rynkiem kapitałowym, ubezpieczeniowym i emerytalnym. Teraz czas na finał integracji i włączenie do KNF Generalnego Inspektoratu Nadzoru Bankowego.

Czy ta fuzja się uda, do końca nie wiemy. Co prawda, sama KNF deklaruje, że wszystko ma pod kontrolą. Z drugiej strony - bank centralny uparcie powtarzał, że integracja jest ryzykowna. Najlepszym sygnałem, że wszystko jest w porządku będzie... brak jakichkolwiek sygnałów. Jeśli KNF i NBP uda się doprowadzić do sytuacji, w której nikt nie odczuje połączenia, to będzie można powiedzieć, że mamy do czynienia z sukcesem.

Na tym jednak nie koniec. KNF stanie bowiem wówczas przed koniecznością dorównania pod względem sposobu działania i skuteczności nadzorowi bankowemu w jego dotychczasowej postaci. Dla porządku przypomnijmy, że przez 10 lat funkcjonowania Komisji Nadzoru Bankowego (sam GINB działał dłużej) mieliśmy do czynienia tylko z jednym przypadkiem upadłości banku komercyjnego. Co nie znaczy, że kryzysowych sytuacji nie było. Nadzorowi udawało się jednak "zarządzać" nimi tak, że klientów one nic nie kosztowały. Pozostaje mieć nadzieję, że gdy za 10 lat będziemy podsumowywać działalność KNF na polu bankowym, efekty będą co najmniej tak samo dobre.