Ostatnie trzy tygodnie upłynęły na światowych giełdach pod znakiem wzrostu kursów akcji. W piątek tendencja się odwróciła i na parkietach znów grasują niedźwiedzie. W poniedziałek paneuropejski wskaźnik DJStoxx 600 tąpnął o 3,8 proc., a warszawski WIG20 o 3,64 proc. Mimo to marzec i tak będzie dla inwestorów najlepszym od wielu lat miesiącem. Natomiast w ujęciu kwartalnym indeksy po raz kolejny poszły w dół – na niektórych giełdach, np. na GPW, już po raz siódmy z rzędu. Nic dziwnego, że wśród analityków nie ma zgody co do tego, czy nadchodzące trzy miesiące na rynkach będą przypominały marcową sielankę, czy też będą stanowiły kolejny „czerwony” kwartał.
[srodtytul]Wskazówki zza oceanu...[/srodtytul]
W powszechnej opinii bessa na światowych giełdach zakończy się dopiero wtedy, gdy na dobre w górę zaczną iść indeksy amerykańskie. Kierując się tym kryterium, nie należy oczekiwać w II kwartale przełomu. Od początku roku do końca ubiegłego tygodnia S&P 500 stracił niespełna 10 proc. To znacznie mniej niż w poprzednim kwartale, jednak w trakcie trwającej od jesieni 2007 r. bessy zdarzały się już lepsze okresy. Budzące wiele nadziei odbicie z ostatnich trzech tygodni, które wywindowało ten wskaźnik o 21 proc., najwyraźniej dobiegło końca. W piątek S&P 500 tąpnął o 2 proc., tracił też od rana w poniedziałek. Mimo to nie wszyscy analitycy są pesymistami. Niektórzy twierdzą, że spadki z ostatnich dni są przejściowe i odzwierciedlają jedynie chęć realizacji zysków po silnych wzrostach.
Nick Batsford z londyńskiego Hobart Capital Markets ocenia, że S&P 500 może w najbliższym czasie wspiąć się do 900 pkt (z około 790 pkt obecnie). Jednak nawet on nie łudzi się, że bessa zakończyła się na dobre. – W tym roku rynek byka nie powróci na stałe – powiedział „Parkietowi”. Andreas Hurkemp, strateg Commerzbanku, także spisuje II kwartał na straty. Według niego, odbicia można się spodziewać najwcześniej pod koniec czerwca. W międzyczasie niewykluczony jest spadek S&P 500 do listopadowego dołka (około 750 pkt).
Choć większość ekspertów nie spodziewa się, aby ten poziom wsparcia został przełamany, sceptyczny pozostaje Nouriel Roubini, profesor Uniwersytetu Nowojorskiego, który przed trzema laty przewidział nadchodzący kryzys. Gdy indeksy w drugim tygodniu marca zaczęły piąć się, natychmiast ocenił, że to wyłącznie „hossa frajerów” (ang. sucker rally). Według jego opinii, S&P 500 jeszcze w tym roku zanurkuje do 600 pkt.