Indeks MSCI Emerging Markets rósł w piątek siódmy dzień z rzędu, osiągając poziom z pierwszych dni czerwca 2008 r. W ciągu tygodnia wzrósł o blisko 5 proc. Zyskiwał najszybciej od października 2009 r. Duży wpływ miała na to decyzja Fedu o rozpoczęciu kolejnej rundy ilościowego rozluźniania polityki pieniężnej (QE), czyli skupowania z rynku amerykańskich obligacji wartych 600 mld USD.
Analitycy wskazują, że istnieją duże szanse na kontynuację zwyżek na rynkach wschodzących również w przyszłym roku. Hossa będzie jednak nie tylko wynikiem QE powodującego osłabienie dolara i napływ kapitału na rynki akcji. Nie bez znaczenia będzie również tempo ożywienia w państwach rozwiniętych.
[srodtytul]Nowa runda zwyżek[/srodtytul]
– Słaba kondycja gospodarcza krajów rozwiniętych, nieoznaczająca jednak recesji, stworzy bardzo sprzyjające środowisko na rynkach wschodzących. Warunki, które sprawiały, że właśnie te rynki zyskiwały przez ostatnie miesiące, będą panowały przez wiele kwartałów – twierdzi Geoffrey Dennis, strateg z Citigroup. Przewiduje też, że w 2011 r. indeks MSCI Emerging Markets będzie o 30 proc. wyżej niż obecnie.
– Nie wykluczyłbym takiej zwyżki. Obecnie warunki sprzyjają aktywom z rynków wschodzących, w tym akcjom. Są one wciąż uznawane za tanie, a inwestorzy szukają dobrych okazji w gospodarkach, które rozwijają się szybciej niż USA czy Europa Zachodnia – mówi „Parkietowi” Michael Ganske, strateg ds. rynków wschodzących w Commerzbanku.