Tydzień w gospodarce

Rozbieżności między prognozami a rzeczywistością są rzeczą normalną, ale dobrze się dzieje, gdy się o nich publicznie dyskutuje. Z dokumentacji przedstawionej przez Centrum im. Adama Smitha wynika, że w porównaniu z innymi ekspertami oficjalnymi i niezależnymi trafniej przewidziało ono możliwość obniżenia inflacji do poziomu rzeczywiście osiągniętego. Gromy posypały się zwłaszcza na Rządowe Centrum Studiów Strategicznych, które w opinii Krzysztofa Dzierżawskiego, eksperta i doradcy zarządu Centrum, prognozując wyższą inflację szkodziło jej obniżaniu.Mniej jednoznaczna była opinia tego eksperta o szkodliwości prognoz sektora bankowego, który również - podobnie jak RCSS - przewidywał inflację wyższą od rzeczywistej. Trudno się dziwić, ponieważ sektor bankowy uzasadniał w ten sposób swoją wstrzemięźliwość w obniżaniu stopy procentowej. Natomiast wysoka stopa procentowa wpływała na umiarkowany wzrost kredytu i popytu krajowego, co chłodziło inflację.Z RCSS można dyskutować, że prognozując wysoką inflację nie proponowało - jak sektor bankowy - wstrzemięźliwości w pobudzaniu popytu krajowego, ale wręcz przeciwnie. Rekomendowało wykorzystywanie czynników inflacjogennych (bardziej zdecydowane obniżenie stopy procentowej, przeciwdziałanie szybkiej realnej aprecjacji złotego, wolniejszy spadek relacji deficytu finansów publicznych do PKB) do podtrzymywania wysokiego tempa wzrostu gospodarczego.Na ubiegłoroczne obniżenie inflacji należy spojrzeć z umiarkowanym optymizmem. Jest ono w dużej mierze skutkiem zmian o charakterze przejściowym. Do nich należy załamanie w IV kwartale ub.r. eksportu żywności do Rosji i krajów z nią sąsiadujących. Nieprzekraczalna jest granica wykorzystywania realnej aprecjacji złotego w charakterze czynnika dezinflacji. Jest nią wzrost deficytu na rachunku obrotów bieżących bilansu płatniczego, który nie jest neutralizowany przez wzrost bezpośrednich inwestycji zagranicznych.W krótkim i średnim okresie na neutralizowanie wzrostu deficytu na rachunku bieżącym bilansu płatniczego mogą wpływać zagraniczne inwestycje portfelowe w papiery udziałowe (mniejsze ryzyko) i dłużne (większe ryzyko).Gra się więc toczy jednocześnie na wielu instrumentach i jeśli można się cieszyć z niskiej ubiegłorocznej inflacji, to radość z tego powodu nie powinna być nadmierna. Jest pytanie, w jakim stopniu uzasadnia to obecnie prognozę, że w podobnym stopniu jak w 1998 r. inflacja obniży się w 1999 r. i w latach następnych? Jaka powinna być w związku z tym oczekiwana polityka ze strony różnych instytucji państwowych, w tym aktualne decyzje Rady Polityki Pieniężnej? Czy i o ile instytucja ta na dzisiejszym spotkaniu podejmie zapowiadane i oczekiwane decyzje idące w kierunku obniżenia stopy rezerwy obowiązkowej, stopy procentowej, dalszego upłynnienia kursu walutowego.Według prof. Cezarego Józefiaka, prezydenta Centrum im. Adama Smitha i jednocześnie członka RPP (na wczorajszej konferencji zaznaczył, że wypowiada się w pierwszej z tych ról), inflacja w 1999 r. ukształtuje się na poziomie ok. 7-8 proc. Jest to bardzo ostrożna prognoza. W 1998 r. inflacja spadła z 14,9 proc. do 11,8 proc. średniorocznie, a więc o 2,1 pkt. proc., a porównując jej poziom w grudniu z grudniem roku poprzedzającego z 13,2 do 8,6 (o 4,6 pkt. proc.). Jest to jednocześnie prognoza wskazująca na możliwość powtórzenia się w 1999 r. scenariusza zbliżonego do 1998 r., że inflacja okaże się nieco niższa od zakładanej oficjalnie (w ustawie budżetowej na 1999r. i w prognozie NBP). Z takiej prognozy wyprowadzałbym rekomendację o dzisiejszych decyzjach RPP, że powinny one pójść w kierunku dalszego ostrożnego uelastycznienia polityki pieniężnej.

MAREK MISIAK