W pobliżu gospodarki
Pierwsze pieniądze z ZUS wpłynęły na konta funduszy emerytalnych. Na razie są to minimalne kwoty, choć jeszcze niedawno,ocenianoże w majubędzie to do 40 milionów złotych. Do końca roku fundusze wzbogacą się o 3 do 5 miliardów złotych - jak twierdzą analitycy. Mam wątpliwości.Ale nawet gdyby tak się stało, będzie to kwota żałośnie mała w proporcji do pieniędzy, jakie przepływają przez nasz rynek kapitałowy. Jeden bank na jednej transakcji zarobił w tym tygodniu na czysto (jak twierdzi jego prezes) 800 milionów złotych. Prawda, że była to transakcja roku, ale pokazuje skalę działania na rynku.W 2004 roku fundusze mają szansę zebrać 40 miliardów złotych składek. Z tego do 5 procent mogą zainwestować za granicą. Większość z nich deklaruje, że w akcje spółek giełdowych zainwestuje około 20 procent swego kapitału. To znaczy, że w 2004 roku na GPW trafi z funduszy około 8 miliardów złotych. Jaka będzie wówczas kapitalizacja giełdy, skoro dziś wynosi ona 70 miliardów? Załóżmy, że dwa razy większa. Jaką rolę odegra na niej owe 8, niechby nawet 10 miliardów?Trzeba, oczywiście, pamiętać, że fundusze będą inwestorem stabilnym, długoterminowym. Ich ciężar gatunkowy będzie więc nieco większy, niżby to wynikało jedynie z kwot, jakie będą mogły ulokować w akcjach. Trzeba też pamiętać, że za większość zebranych składek kupią bezpieczne papiery rządowe. Tu ich rola może być o wiele większa niż na rynku akcji.Warto przypomnieć, że gdy kilka dni temu ukazała się pierwsza transza obligacji dziesięcioletnich, chętnych było na kwotę kilka razy większą, niż rząd chciał sprzedać. Może więc być tak, że zacznie się ostra rywalizacja o papiery rządowe, a ich podaż nie będzie nadążać za popytem. Przy założeniu, że deficyt budżetowy ma maleć, jest to całkiem prawdopodobne.Niewiadomą na rynku kapitałowym są obligacje komunalne i emitowane przez przedsiębiorstwa. Dziś są to instrumenty mało popularne, emisje są niewielkie, nabywców - niewielu. Przy za niskiej podaży papierów rządowych może się to w ciągu kilku lat zmienić dosyć zasadniczo.No i jest jeszcze możliwość lokowania przez fundusze w nieruchomości. Raczej będzie niż jest, gdyż dopiero przewiduje się ustawowe zmiany tego rodzaju. Analitycy, jak dotąd, nawet się nie zająknęli, co może z tego wyniknąć dla rynku nieruchomości.Jak widać, wpływ funduszy na samą giełdę będzie niemal niezauważalny w tym roku i bardzo niewielki w kilku następnych latach. Bardziej liczącym się graczem będą fundusze na rynku papierów rządowych, a zapewne i komunalnych.Jednak ich rzeczywisty wpływ na rynek kapitałowy okaże się, mam nadzieję, o wiele donioślejszy. Będzie on mierzony zainteresowaniem kilku milionów ludzi tym, jak ulokowano ich pieniądze, a więc rzeczywistym zapoznaniem się ze stopą zwrotu z inwestycji.Indywidualnych rachunków w biurach maklerskich jest dziś ponad milion 200 tysięcy. Olbrzymia większość z nich jest martwa, ludzi śledzących na bieżąco rynek kapitałowy jest pewnie kilkadziesiąt tysięcy, może koło setki, aktywnych inwestorów - jeszcze mniej.Oczywiście, te kilka milionów uczestników gry o wyższą emeryturę nie zacznie inwestować samodzielnie, ale jakiś procent z nich, kto wie... Już samo to, że będą interesować się rynkiem, ma duże znaczenie. Byle towarzystwa nie przemawiały do nich takim bełkotem, jak w niektórych reklamach, głównie telewizyjnych. Jaki odsetek widzów zrozumiał, co miało na myśli jedno z nich obiecując "alokację ponad 95 procent składki"?Z edukacyjnego punktu widzenia pierwszy etap wchodzenia funduszy na rynek został stracony. Dalej może być już tylko lepiej.
JAN BAZYL LIPSZYC