Makrotydzień
Polskę umieszczono na 43. miejscu w rankingu konkurencyjności krajów sporządzonym przez Światowe Forum Ekonomiczne (WEF). Sklasyfikowano 59 państw. Trzy najlepsze to Singapur, USA i Hongkong. Trzy najsłabsze - Zimbabwe, Ukraina i Rosja. Polskę - choć w ciągu roku awansowała o sześć pozycji - wyprzedziły nie tylko Węgry i Czechy, ale także Peru, Jordania i Mauritius. Klasyfikację ułożono na podstawie opinii prawie 4 tys. szefów firm. Źle oceniono nasze wysokie podatki, cła i dotacje dla lokalnych przedsiębiorstw, a także stan dróg i połączeń lotniczych.Z werdyktem WEF trochę nie wypada dyskutować. Trzeba jednak zauważyć, że zainteresowanie zagranicznych inwestorów naszym krajem w ostatnich latach bardzo wzrosło. Nawet poważny kryzys w sąsiedniej Rosji nie podważył zaufania do "egzotycznej" Polski. A co do kryzysów - eksperci z WEF przyznają dziś, że nie potrafili przewidzieć azjatyckiego krachu w 1997 r.Stopy procentowe nie będą w najbliższych miesiącach dyżurnym tematem dywagacji ekonomistów. Prezes NBP Hanna Gronkiewicz--Waltz oświadczyła, że nie widzi możliwości ich obniżenia ani specjalnych powodów, by je podwyższać. Argumentów, by stóp nie zmniejszać, ostatnio przybyło. Z raportu o czerwcowej podaży pieniądza wynika, że szybko rośnie suma kredytów, zwłaszcza tych udzielanych klientom indywidualnym. W dodatku, ubiegłomiesięczny wzrost wskaźnika rocznej inflacji (do 6,5%) zaprzeczył prognozom NBP i Ministerstwa Finansów (przewidywano, że spadnie on nawet do 6,0%).W połowie roku podaż pieniądza nie odbiega od prognoz NBP, kwota udzielanych przez banki kredytów rośnie jednak wyjątkowo szybko. Resort finansów zapewnia, że panuje nad dochodami i wydatkami budżetu, problem w tym, że półroczny deficyt osiągnął 88,8% kwoty zaplanowanej na 1999 r. Jesienią odezwą się zapewne zwolennicy podnoszenia stóp i nowelizowania budżetu.Nasz PKB w 2000 r. wzrośnie o 5,6%. Takie jest jedno z założeń przyjętych przez rząd w pracach nad przyszłorocznym budżetem. Bankowi analitycy nie są aż tak dużymi optymistami. Mówią o wzroście gospodarczym w granicach 5,0% i o inflacji w najlepszym razie 6-procentowej, podczas gdy rząd zapowiada jej wyraźny spadek poniżej 6%. Inne ambitne zamierzenie rządu to zmniejszenie deficytu budżetowego z 2,15% PKB w 1999 r., do 1,87% w 2000 r. nSpadające ostatnio wskaźniki koniunktury dla przedsiębiorstw przemysłowych, budowlanych i handlowych, a także dla banków każą z rezerwą podchodzić do prognoz, w których przyjęto, że "gorzej już było i teraz może być tylko lepiej". Ministerstwo Finansów w ostatnim tygodniu musiało przecież zweryfikować całkiem świeżą zapowiedź, że tegoroczna inflacja nie przekroczy 7,0% i przesunęło granicę do 7,2%.
JACEK BRZESKI
Krzysztof Dzierżawski
Centrum im. Adama Smitha