Konkurencyjne pomysły Ministerstwa Gospodarki i posłów AWS

Zgodnie z najnowszą wersją projektu ustawy o wielkopowierzchniowych obiektach handlowych, przygotowanym przez grupę posłów AWS-ZChN, aby otworzyć supermarket o powierzchni większej niż 1000 mkw. w miastach liczących mniej niż 50 tys. mieszkańców, potrzebna będzie zgoda władz gminy. W większych miastach zgoda władz byłaby konieczna w przypadku sklepów o powierzchni większej niż 1500 mkw.- Moim zdaniem, będzie bardzo trudno przeforsować projekt poselski, ponieważ ma on silną grupę przeciwników wśród lobby samorządowców - twierdzi Jerzy Gagucki, dyrektor Naczelnej Rady Zrzeszeń Prywatnego Handlu i Usług. Dyrektor J. Gagucki ocenia, że ponad 100 posłów jest na pewno przeciw ograniczeniu swobody ekspansji marketów.Rząd łagodniejszyNieco bardziej liberalne rozwiązania (pozwolenie wymagane w przypadku sklepu o powierzchni ponad 2000 mkw.) proponuje Ministerstwo Gospodarki w projektach nowelizowanych ustaw o zagospodarowaniu przestrzennym i o samorządzie terytorialnym. Biuro prasowe resortu poinformowało PARKIET, że dokument trafi pod obrady Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów "tak szybko, jak będzie to możliwe", a posłowie zapoznają się z nim po powrocie z wakacji parlamentarnych. Propozycję poselską KERM skrytykował, uznając, że administracyjne sterowanie rozwojem supermarketów rodzi niebezpieczeństwo korupcji wśród gminnych notabli i będzie przykładem ograniczania swobody działalności gospodarczej. Podobne stanowisko zajmuje Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.Zachodnie sieci handlowe ulokowały dotychczas w Polsce ponad 1,5 mld USD, a do końca 2000 r. deklarują zainwestowanie dodatkowo podobnej kwoty. Pod koniec 1998 r. w naszym kraju istniało 50 hipermarketów (o powierzchni 10 tys. mkw. i więcej), 440 supermarketów oraz 575 sklepów dyskontowych. Dla niemieckiej Metro AG, największej europejskiej grupy handlowej i drugiej na świecie po amerykańskiej Wal Mart, Polska jest jednym z najważniejszych rynków w Europie. Przedstawiciele Metro przyznali, że inwestycje w Polsce (1 mld DEM) są bardziej rentowne niż w Niemczech, gdzie rynek został już dawno podzielony. Od kilku lat bardzo intensywnie rozwijają się także w Polsce sieci francuskie, które ze względu na "nasycenie" hipermarketami i restrykcyjne przepisy w rodzimej Francji muszą poszukiwać nowych miejsc do inwestowania za granicą.Przy okazji niedawnej dyskusji o przyszłości specjalnych stref ekonomicznych, wiceminister gospodarki Tadeusz Donocik przyznał, że zagraniczny kapitał poza strefami inwestuje w Polsce przede wszystkim w rozbudowę sieci handlowych. Ekspansja hipermarketów widoczna jest na razie głównie w wielkich aglomeracjach miejskich, ale niebawem może się to zmienić. Zagraniczne sieci coraz częściej patrzą w kierunku miast liczących 50 tys. i mniej mieszkańców - dotychczas dziewiczego terenu. Poza istniejącymi marketami, sieci zdobyły w całej Polsce około 400 decyzji lokalizacyjnych i można się spodziewać, że w ciągu 2-3 lat postawią tam nowe obiekty handlowe.Kupcy oddają pole- Jeśli tak dalej pójdzie, to moim zdaniem upadek polskiego handlu jest kwestią pięciu lat - twierdzi J. Gagucki. Dyrektor podaje przykład Francji, gdzie w następstwie koncentracji handlu, w ciągu 20 ostatnich lat liczba sklepów i placówek gastronomicznych zmalała z 550 tys. do 90 tys. W Polsce istnieje obecnie 460 tys. sklepów.Dyrektor J. Gagucki przyznaje, że polscy handlowcy sami oddają pole konkurencji, bo nie potrafią się integrować. - Wszystko zależy od możliwości finansowych i prężności rodzimych kupców. Jeśli się nie dogadają, nie mają szans w starciu ze zorganizowaną konkurencją, która w dodatku nie ma problemów ze zdobyciem kapitału - twierdzi J. Gagucki.Okazuje się, że nawet dawny potentat, "Społem" nie radzi sobie w nowych warunkach. Spółdzielcy posiadają wciąż tysiące sklepów zlokalizowanych w dobrych punktach miast. Jednak poza wspólnym szyldem niewiele ich łączy, bo każdy działa na własną rękę. Kilka lat teu spółdzielcy próbowali stworzyć sieć supermarketów "Lux" (sklepy o podwyższonym standardzie i jednolitej żółto-czerwonej kolorystyce). Pieniądze na modernizację poszczególne sklepy musiały zdobywać na własną rękę. Powstało zaledwie kilkadziesiąt "Luks-ów".

GRZEGORZ BRYCKI