Fakty: w poniedziałek po południu ukazuje się informacja o deficycie na rachunku bieżącym za czerwiec - gorszym od oczekiwań (a warto zwrócić uwagę, że i oczekiwania były już dość pesymistyczne), we wtorek po południu dowiadujemy się, że najprawdopodobniej po siedmiu miesiącach tego roku deficyt budżetowy państwa prawie osiągnął wielkość planowaną na cały 1999 rok, a jeszcze na dodatek słychać tu i ówdzie głosy o problemach z płynnością w finansach państwa. Jak reaguje warszawska giełda na bardzo złe informacje dochodzące z otoczenia makroekonomicznego Polski? We wtorek główny indeks giełdowy WIG jest bez zmian, wczoraj lekkie osłabienie o 0,7 procent.Takie zachowanie indeksu nie dziwiłoby w przypadku silnej hossy i panującego powszechnie przekonania o dalszych silnych wzrostach, kiedy generalnie ignoruje się większość negatywnych informacji, a entuzjastycznie reaguje na informacje pozytywne. Obecnie jednak takiego przekonania i hurraoptymizmu nie ma, więc tak spokojne zachowanie polskiej giełdy może budzić pewne wątpliwości.Można, oczywiście, stwierdzić, że polska giełda jest nieefektywna, ale wydaje mi się, że takie określenie byłoby znacznym uproszczeniem. Moim zdaniem, był to po prostu test siły polskiego rynku i po raz kolejny został dość dobrze zaliczony. Niemniej jednak motorem tej siły wciąż są oczekiwania poprawy, a nie sama poprawa sytuacji gospodarczej Polski, a co za tym idzie - wyników spółek giełdowych. Pytanie, jakie należy sobie teraz zadać, to na jak długo wystarczą same oczekiwania do utrzymania obecnego rosnącego trendu i w którym momencie nastąpi punkt krytyczny, kiedy albo sytuacja gospodarcza zacznie się naprawdę zmieniać na lepsze, albo rynek straci wiarę i swój obecny główny motor wzrostu?

.