Okiem sceptyka

Z późnych lat pięćdziesiątych pamiętam przedrukowywane z prasy radzieckiej karykatury rekinów giełdowych. Przedstawiały indywidua z monstrualnymi brzuchami, w czarnych frakach i cylindrach, z cygarami, dymiącymi jak kominy Titanica. Pierwowzór pochodził chyba jeszcze z epoki NEP-u, od końca lat pięćdziesiątych też upłynęło trochę czasu, ale w społeczeństwie ugruntował się dokładnie taki stereotyp gracza giełdowego.W moim POK-u spotykam się codziennie z inwestorami giełdowymi. Różnią się wiekiem, strategiami inwestycyjnymi, wartością portfeli, ale wcale nie przypominają postaci z radzieckich karykatur. Czytając prospekty emisyjne, też trudno się doszukać jakichś ekstrawagancji. Środki z emisji mają być przeznaczone na zakup dźwigów samobieżnych, maszyn poligraficznych, wdrożenie systemu informatycznego, czasem na spłatę zadłużenia. W dalszej części prospektu jest zwykle prognoza wynikających z tego wzrostów przychodów i przyrostu zysku. Z punktu widzenia budżetu państwa, nowe emisje oznaczają przyrost lub przynajmniej utrzymanie istniejących miejsc pracy, a za tym idą odprowadzane do budżetu podatki od dochodów osobistych i opłacane składki ZUS oraz mniejsze wydatki na Fundusz Pracy. Wzrost obrotów oznacza większe przychody budżetowe z podatku VAT, przyrost zysku oznacza bezpośredni wzrost dochodów budżetowych, a wszystko dzieje się bez udziału nawet jednej złotówki z budżetu.W porównaniu z innymi giełdami regionu, GPW prezentuje się nad podziw dobrze. Inwestorzy indywidualni realizują ok. 40% obrotów i nawet przy braku kapitału z zewnątrz można liczyć, że obroty w czasie sesji nie spadną poniżej 100 mln zł, a szacunkowe ustalanie kursu prawie się nie zdarza.W Pradze praktycznie nie ma inwestorów indywidualnych i dlatego obroty występują tylko na kilku spółkach rynku podstawowego, a na rynku równoległym zjawiskiem normalnym jest szacunkowe ustalanie kursu przy zerowym obrocie.Sukcesy potrafią zawrócić w głowie i pewnie dlatego relacje między inwestorami i instytucjami regulującymi obrót giełdowy przypominają panującą w wojsku "falę". Najsilniejsi uczestnicy narzucają reguły, a pozostali muszą je akceptować. Ostatnie pomysły, tzn. zmiana systemu rozliczeń i krążące projekty opodatkowania transakcji doskonale mieszczą się w tej konwencji. Wypłata pieniędzy uzyskanych ze sprzedaży akcji dopiero w trzy dni po transakcji jest być może wygodna dla KDPW i prawdopodobnie łączy się z przejęciem przez NBP roli banku rozliczeniowego, ale utrudnia życie inwestorom. Odnoszę wrażenie, że NBP chce w ten sposób wprowadzić na rynek kapitałowy coś w rodzaju rezerw obowiązkowych, opłacanych przez inwestorów.Podobnie wygląda sprawa utraty możliwości składania zleceń z wykorzystaniem limitu należności. Z reguły z możliwości odroczonej płatności korzystają najbardziej aktywni inwestorzy, czyli ci, którzy generują dla domów maklerskich największe wpływy z tytułu prowizji. Tymczasem akurat ta grupa została potraktowana najbardziej restrykcyjnie. W przypadku przekroczenia limitu powinienem zostać powiadomiony o tym przez mój dom maklerski, zastanowić się wspólnie z maklerem, jak ten problem rozwiązać i to wszystko. Stosowanie sankcji w stosunku do klienta, który od dobrych kilku lat ma rachunek inwestycyjny i którego portfel ma wartość ileś tam razy przekraczającą wartość nie opłaconego na czas zlecenia, jest co najmniej nieporozumieniem. Tłumaczenie restrykcyjnych regulacji nadużyciami ze strony inwestorów nie jest uzasadnieniem do stosowania odpowiedzialności zbiorowej. W końcu GPW istnieje dostatecznie długo, aby wypracować mechanizmy ścigania przestępstw giełdowych.To samo dotyczy projektów opodatkowania transakcji giełdowych. Szczerze mówiąc, przestało mnie już interesować, czy podatek transakcyjny będzie naliczany według metody średnich cen ważonych, FIFO czy LIFO. Na giełdzie czasem się zarabia, często się traci i jeżeli zamiast przyjemności, związanej ze zrealizowaniem zysku z jakiejś strategii inwestycyjnej, będę miłównie obowiązki, łączące się z rozliczeniem PIT-u i związane z tym koszty, to po prostu dam sobie spokój.

Aleksander Weksler