Faksem z Gdańska

Czy i w jakim stopniu ostatnie manifestacje OPZZ mogą przyczynić się do złagodzenia problemu bezrobocia? Odpowiedź brzmi: w takim samym, jak wcześniejsze protesty Solidarności, czyli w żadnym. Nie trzeba nic specjalnego robić, by zwrócić uwagę rządu i polityków na problem bezrobocia. Jest aż nadto widoczny w Polsce. Ekonomistom trudno się z tym oswoić, ale kraj wyróżniający się dynamiką wzrostu PKB notuje od roku 1999 rosnącą falę bezrobotnych. Ów zatrudnieniowy trójkąt bermudzki powstał jako miejsce spotkania wyżu demograficznego z mniej chłonnym rynkiem pracy oraz przyspieszoną restrukturyzacją ciężkiego przemysłu. Wypłukiwanie nadwyżek zatrudnienia przez setki przedsiębiorstw, którym zajrzała w oczy perspektywa globalnej konkurencji, oraz odgórne programy dostosowawcze w górnictwie, hutnictwie i PKP sumują się w liczbę 300 000 zbędnych rąk do pracy. Udawanie, że tego problemu nie było pod rządami poprzedniej koalicji, nie jest żadnym tytułem do chwały. Było to tyleż wygodne politycznie i zarazem nieodpowiedzialne, jak powiększanie w połowie lat 90. wydobycia węgla czy zwiększanie kwot produkcji cukru. Przerosty zatrudnienia na wsi szacuje się na 900 000 osób. Nie ma takiej siły, która sprawiłaby cud na rynku pracy, w realiach wyżu, atakującego ten rynek na początku XXI wieku. Potrzebny jest bardziej elastyczny system kształcenia ? można się spodziewać rutynowego protestu nauczycielskich związków zawodowych. Potrzebna jest większa skłonność do tworzenia nowych miejsc pracy ? wymagałoby to noweli kodeksu pracy, idącej w poprzek żądań związkowych. Przydałoby się odejście od płacy minimalnej przy zatrudnianiu absolwentów ? można się spodziewać pryncypialnego, związkowego ?nie?. Nie lekceważę strumienia publicznych pieniędzy, które w danej sytuacji mogą leczyć objawy, uruchamiając prace interwencyjne i programy aktywizujące bezrobotnych. Ale, przy najlepszej woli, to nie państwo tworzy trwałe i konkurencyjne miejsca pracy. Państwo tworzy warunki zachęcające lub zniechęcające przedsiębiorców do rozwijania działalności. Związki zawodowe są dobrym partnerem dla rządu w dokładaniu ciężarów i tym samym utrudnianiu życia pracodawcom. Idą na ulicę pod hasłem ?Paktu dla pracy?, ale na dłuższą metę trudnią się psuciem polskiego rynku pracy. Zważywszy ich rolę polityczną, czarno widzę ów solidarny front biurokracji i związkokracji w walce z bezrobociem w Polsce.

JANUSZ LEWANDOWSKI