REKLAMA
REKLAMA

Inwestycje

Marzena Hofrichter, Franklin Templeton: Preferujemy akcje z rynków rozwiniętych

#PROSTOzPARKIETU. Marzena Hofrichter z grupy Franklin Templeton: Złoto wciąż ma potencjał do zwyżek

Gościem Dariusza Wieczorka w Parkiet TV była Marzena Hofrichter, zarządzająca portfelami inwestycyjnymi we Franklin Templeton Multi-Asset Solutions.

Foto: parkiet.com

Co było najbardziej zdumiewające w I połowie roku?

Zaskoczeń nie brakowało. Przypomnijmy, że na początku roku, kiedy koronawirus był obecny tylko w Chinach, globalna gospodarka była mimo wszystko w trudnym położeniu ze względu na napięciach między USA a Chinami czy zacieśnianie polityki pieniężnej przez Rezerwę Federalną. Były obawy o koniec cyklu koniunkturalnego. Następnie epidemia pojawiła się w Europie. Inwestorów mocno zaskoczyły obostrzenia nałożone przez rządy i zahamowanie gospodarki oraz życia społecznego. To pierwszy szok, którego nasze pokolenie jeszcze nie przeżyło. Druga niespodzianka to niespodziewanie szybka i bezprecedensowa, jeśli chodzi o salę, reakcja banków centralnych i rządów na całym świecie. W odpowiedzi na pakiety stymulacyjne akcje gwałtownie zyskiwały. Z drugiej strony znajdujemy się w najcięższej recesji od lat 30. i mimo wszystko niepewność co do koronawirusa pozostaje.

Jakie jest teraz nastawienie zarządzających Franklin Templeton do rynków akcji?

Łatwe zyski są już za nami. Niezmiernie ważna jest teraz selekcja i dobór spółek o dobrej jakości, dobrym biznesplanie, z małym zadłużeniem, stabilnymi zyskami w przeszłości i dobrą kadrą zarządzającą. Ceny akcji dalej będą rosły, również dzięki pakietom stymulacyjnym. Przypomnijmy sobie sławne zdanie Mario Draghiego z lipca 2012 r., podczas kryzysu europejskiego. Powiedział: „Whatever it takes". To zdanie dotyczy teraz nie tylko polityki pieniężnej, ale również fiskalnej. Gdyby zsumować całe globalne wsparcie fiskalne i pieniężne, to sięga ono 30 proc. światowego PKB. USA i Europa są na poziomie 33–34 proc. Widzimy ożywienie gospodarcze w efekcie otwierania gospodarek. De facto alternatywy nie są aż tak bardzo zachęcające. Rentowności obligacji dziesięcioletnich w USA są na poziomie 0,65 proc., polskich 1,35 proc., a niemieckich na -0,45 proc. To jest dużym wsparciem dla akcji. Z drugiej strony zauważmy, że wzrost kursów akcji był bardzo dynamiczny, wyceny spółek stały się już wysokie, a możemy się spotykać z dalszymi rewizjami zysków firm. Niedługo pojawią się kolejne sprawozdania kwartalne, a koronawirus nie ustępuje. Ceny akcji będą więc bardziej zmienne, ale mimo wszystko jesteśmy w nich przeważeni, pamiętając oczywiście o ryzykach i zabezpieczeniach.

Które rynki i jakie branże preferujecie?

Dalej przeważamy akcje amerykańskie, choć tu tę przewagę ostatnio nieco zmniejszyliśmy. Niestety, w USA koronawirus nie jest aż tak dobrze kontrolowany jak w Europie czy w Azji (poza Indiami). Bardzo podobają się nam firmy technologiczne, mimo ich wysokich wycen. Uważamy, że te spółki dalej będą zyskiwać dzięki strukturalnym trendom, wzmocnionym przez pandemię.

W czerwcu brylowały akcje europejskie, ale głównie dzięki sektorom cyklicznym, czyli przemysłowi i bankom. Dużo było w tym optymizmu dzięki Europejskiemu Funduszowi Odbudowy. Europa dosyć dobrze radzi sobie też z kontrolą koronawirusa. Jednak łatwy zarobek jest już za nami. Trudny proces otwierania gospodarek będzie wpływał na ryzykowne klasy aktywów, a mimo wszystko rynek europejski jest bardziej ryzykowny od amerykańskiego. Będziemy musieli liczyć się z kolejnymi, zapewne lokalnymi wybuchami koronawirusa. Odbicie gospodarcze nie jest też tak duże, co pokazują dane o mobilności. Z kolei akcje amerykańskie, w tym firmy technologiczne, stały się bardziej defensywne. Pomaga też zaangażowanie w dolarze amerykańskim, który w razie większych turbulencji będzie się wzmacniał mimo wysokiej wyceny.

Jeśli chodzi o akcje z rynków rozwiniętych i rozwijających się, to jasno preferujemy te pierwsze. Mimo że rynki rozwijające się odrobiły pracę domową po ostatnim kryzysie i są dużo lepiej przygotowane, można powiedzieć, że wiele z nich ma słabsze systemy ochrony zdrowia, co jest istotne w walce z koronawirusem. Do tego mamy czynniki bardziej długoterminowe, o których mówi się dużo na rynkach, czyli deglobalizację. W czasie kryzysu zobaczyliśmy, że łańcuchy dostaw są dosyć niestabilne. Brakowało lekarstw, bo miały być importowane z Chin. W deglobalizacji chodzi o przenoszenie produkcji do własnego kraju ze względu na kwestie bezpieczeństwa narodowego. Uważamy jednak, że to bardziej długoterminowy trend. W kryzysie spółki pozostają pod presją, maksymalizują zyski i tną koszty. To nie jest czas na mówienie o deglobalizacji. Z rynków wschodzących w Azji podobają nam się zwłaszcza Chiny, ale i Tajwan czy Korea Południowa. One świetnie radzą sobie z koronawirusem. Jako pierwsze weszły w pandemię i jako pierwsze z niej wyszły. To region, na którym się koncentrujemy.

Jakie aktywa preferujecie w Polsce?

Na Polskę patrzymy z perspektywy globalnej. Oczywiście mamy fundusze w różnych regionach świata, wyceniane w walutach bazowych. Inwestujemy np. w obligacje skarbowe o dłuższym czasie zapadalności rządu amerykańskiego, ale także i polskiego w polskim złotym. Takie instrumenty są ważnym zabezpieczaniem ekspozycji na akcje. Dla funduszy z bazową walutą euro oczywiście będą to rządowe obligacje europejskie.

Czy złoto może jeszcze zyskiwać?

Wydaje się, że tak. Złoto należy postrzegać jako walutę bez stóp procentowych. Ponieważ stopy spadły na świecie, złoto nie jest już w tak niekorzystnej sytuacji jak poprzednio i jako bezpieczna przystań jest preferowaną przez nas inwestycją. Cena złota będzie dalej rosła, jeśli będziemy mieli niepewności. Na to musimy się nastawić, bo koronawirus nie jest pod kontrolą. Wiadomości o kolejnych ogniskach przekładają się na zwyżki. Rynki martwią się, czy globalny wzrost nie zostanie stłumiony. Szczyt kursu złota lata temu wypadł na 1900 dolarów za uncję i widzimy potencjał do wzrostu. PAAN

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA