REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka - Świat

Jest jeszcze paliwo dla amerykańskiej hossy

Analitycy spodziewają się, że w nadchodzących miesiącach zwyżki na giełdzie nowojorskiej powinny być kontynuowane. Bardziej problematyczny może się okazać przyszły rok.
Foto: AFP

Rekordowo długa hossa w USA prowokuje pytania, jak długo amerykańskie indeksy mogą iść w górę? S&P 500, indeks małych spółek Russell 2000 i Nasdaq Composite niedawno biły rekordy. Rynek pod wieloma względami wygląda na rozgrzany. Prognozy wielu analityków mówią jednak, że hossa powinna być kontynuowana w nadchodzących miesiącach. Średnia przewidywań strategów zebranych przez agencję Bloomberga mówi, że na koniec roku S&P 500 sięgnie poziomu 2994 pkt, czyli będzie o ponad 4 proc. wyżej niż w piątek.

Umiarkowany wzrost

Najbardziej optymistyczne prognozy dla indeksu S&P 500 mają analitycy firmy BTIG. Spodziewają się oni, że indeks sięgnie na koniec roku 3200 pkt. Największymi pesymistami są natomiast eksperci Morgan Stanley, którzy prognozują 2750 pkt na koniec roku. Gdyby ich prognoza (opracowana pod koniec czerwca) się sprawdziła, oznaczałoby to, że S&P wróciłby na poziom z początku lipca. I mimo to rok 2018 kończyłby z większą zwyżką niż wiele innych indeksów z rynków rozwiniętych.

Część analityków wskazuje, że o ile ten rynek byka jest najdłuższy w powojennej historii USA, to pod pewnymi względami nie wyróżnia się on tak mocno. – Większość inwestorów ignoruje to, że roczne zwyżki są relatywnie małe – twierdzi Brian Belski, główny strateg inwestycyjny z firmy BMO Capital Markets. Przedstawia on wyliczenia mówiące, że średnia roczna zwyżka S&P 500 w trakcie tej hossy wynosi 16,5 proc. Jest ona niższa o 2 pkt proc., niż wynosi średnia dla wszystkich powojennych rynków. Rekord należy do hossy z lat 1982–1987, gdy S&P 500 rósł w średnim rocznym tempie wynoszącym aż 26,7 proc. Obecna hossa jest pod tym względem gorsza od rynku byka z lat 1990–2000 (19 proc.), ale nieco lepsza od hossy z lat 2002–2007 (15 proc.).

Foto: GG Parkiet

Również jeśli chodzi o całkowitą stopę zwrotu, obecna hossa nie pobiła jeszcze rekordu. Od dołka z marca 2009 r. S&P 500 zyskał 323 proc., gdy podczas hossy z lat 1990–2000 wzrósł o 418 proc.

Defensywne przesunięcie

Hossa w USA była długo napędzana przez spółki zaliczane do grona cyklicznych. Od czerwca widać jednak, że spółki cykliczne (np. technologiczne czy z branży produktów konsumenckich) radzą sobie gorzej od spółek defensywnych (np. producentów podstawowych dóbr konsumenckich czy spółek z sektora ochrony zdrowia). Ta zmiana może być związana z zaostrzającą się amerykańsko-chińską wojną handlową. Spółki defensywne są bowiem uważane za bardziej odporne na tego typu konflikt. Jednak to, że zdobywają one przewagę nad cyklicznymi niepokoi niektórych analityków.

– Klasyfikacja spółek jako cykliczne czy defensywne jest czymś arbitralnym. Ale już samo to, że spółki defensywne zyskiwały mocniej od cyklicznych przed pęknięciem bańki internetowej i globalnym kryzysem finansowym nie jest niczym zachęcającym. Naszym zdaniem sektory cykliczne będą zachowywały się stosunkowo słabo, gdyż w przyszłym roku wzrost PKB USA zwolni. Będzie dało się wówczas odczuć zacieśnianie polityki pieniężnej przez Fed – prognozuje Olivier Jones, analityk Capital Economics.

Wielu analityków sądzi jednak, że jest jeszcze zbyt wcześnie, by przesądzać o końcu hossy. – Od wojen handlowych, poprzez inflację, spłaszczanie się krzywej rentowności, po globalne spowolnienie gospodarcze. Wciąż pojawiają się nagłówki podające w wątpliwość trwałość tego etapu cyklu gospodarczego oraz rynku byka. O ile widzimy kilka potencjalnych przeszkód, to wierzymy, że gospodarka i rynek akcji wciąż mają sporo paliwa w baku. O ile hossa i ożywienie gospodarcze trwają już długo, to widzimy niewiele znaków mówiących, że ich koniec może być bliski – uważa John Lynch, strateg z firmy LPL Financial.


Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA