Wydarzenia na rynku w poprzednich kilku dniach cechowała pewna dramaturgia, ale na szczęście wyprzedaż ma dość ograniczone rozmiary. Widać też, choćby po zachowaniu inwestorów w trakcie czwartkowych ciągłych, że silniejsze przeceny powodują uaktywnienie się strony popytowej.Niewątpliwie otoczenie naszego rynku nie nastraja inwestorów zagranicznych optymistycznie. Nie ma przy tym wciąż odpowiedzi na pytanie, czy wyprzedaż akcji z ich portfeli już się zakończyła. By szukać tej odpowiedzi, spójrzmy na nasz kraj oczyma zagranicy, tak jak my patrzymy na spółkę. Trzeba by więc podjąć decyzję, czy warto jeszcze sprzedawać mocno przecenione akcje niezłej spółki, dlatego że jej zarząd nie do końca panuje nad sytuacją, część prognoz wyników bierze w łeb, niektóre oddziały samodzielnie generują straty, a plan finansowy na nowy rok rodzi się w bólach. Podchodząc w opisany wyżej sposób do oceny atrakcyjności inwestycyjnej naszego kraju, nie spodziewałbym się rychłego powrotu inwestorów długoterminowych. Jednakże taki typ inwestycji, szczególnie po istotnej przecenie przyciągnie zapewne bardziej spekulacyjny kapitał.Sądzę, że obecnie jesteśmy bliscy osiągnięcia lokalnego dna, przy czym wciąż nie widzę powodów, by przesuwać to oczekiwane dno indeksu poniżej 16 000. Zważywszy, że najbliższe tygodnie raczej nie przyniosą wyraźnych wzrostów, nie należy się zbytnio spieszyć z zakupami. Jednak trzeba pamiętać, że prawdopodobieństwo kolejnej dużej przeceny w tym roku nie jest zbyt wysokie.