28 marca w PARKIECIE ukazał się list pana Mariana Musiała, nawiązujący do mojej analizy pt. ?Przeciw superspeckomisji?. Już na wstępie autor deklaruje, że ma odmienne ode mnie zdanie na temat rynku kapitałowego w Polsce. Tymczasem ja odniosłem wrażenie, że nasze diagnozy są bardzo zbieżne, tylko wyciągamy trochę inne wnioski.Spójrzmy na przedstawione przykłady:?Spółki są ?wyciągane? przez legalne spółdzielnie do kompletnie anormalnych cen?.To się rzeczywiście zdarza, jednak stanowczo protestuję przeciwko stwierdzeniu, że takie ?spółdzielnie? są legalne. Jest to nielegalne i prawo przewiduje za to ostre sankcje. Gorzej jest ze skutecznością. Wiele razy słyszeliśmy, że Komisja Papierów Wartościowych i Giełd przeprowadziła postępowanie i przekazała sprawę do prokuratury. I co? I nic. Po jakimś czasie sprawa przysychała albo nawet trafiła do sądu, ale została umorzona ze względu na ?znikomą szkodliwość społeczną?. Jest to straszne nieporozumienie, bowiem ? jak pan Musiał słusznie wskazuje ? tolerowanie tego podważa zaufanie inwestorów do całego rynku kapitałowego. Skoro rynek jest motorem napędzającym gospodarkę, to dla wszystkich powinno być oczywiste, że szkodliwość społeczna takiego działania jest kolosalna.Jednak tak nie jest, a to dlatego, że przez wiele lat wpajano nam, iż jakakolwiek działalność rynkowa jest paskudną spekulacją. Skutek jest widoczny ? sądy stwierdzają, że akcjonariusz jest sam sobie winny, bo po co kupował akcje? Przed trzema laty zwrócił się do mnie indywidualny inwestor z prośbą o pomoc. Kupił w dobrej wierze akcje, a po jakimś czasie okazało się, że spółka zataiła istotne informacje, więc inwestor poniósł stratę. Skierował sprawę do sądu o odszkodowanie. Efekt ? ?znikoma szkodliwość społeczna?. Złożył apelację, a ja napisałem opinię. I co się stało? Sąd podtrzymał wyrok, a na skutek protestu spółki w ogóle nie dopuścił tej opinii, bo co tam jakiś makler może się znać na rynku kapitałowym? Stopniowo się to zmienia, jednak jeszcze za wolno.?Dopuszcza się do obrotu publicznego spółki, które przed upublicznieniem generują duże straty?.Ależ nie ma podstaw, by ich nie dopuszczać do obrotu. Zdarza się bowiem, że mają ogromny potencjał rozwojowy i mogą się wkrótce ?odbić?, przynosząc akcjonariuszom spore zyski. Jest to jednak ryzykowna inwestycja, dlatego potencjalni nabywcy powinni być wyraźnie o tym uprzedzeni. I tak właśnie jest ? takie informacje są podawane już na okładce prospektu emisyjnego. Nie trzeba prospektu nawet otwierać, wystarczy spojrzeć na okładkę. Jeżeli jednak ktoś nie czyta ostrzeżeń, to może mieć pretensje wyłącznie do siebie.Chcę zapewnić czytelników, że Związek Maklerów i Doradców od dawna bierze aktywny udział w działaniach mających na celu zwiększanie równego dostępu do informacji i zwalczanie zjawisk szkodzących rynkowi kapitałowemu. To również na skutek naszych działań makler wreszcie może i powinien być odpowiedzialnym sojusznikiem inwestorów, udało się też zapobiec wprowadzeniu zaporowego podatku dochodowego od zysków kapitałowych, obniżają się opłaty pobierane przez organizatorów rynku, wzrasta ustawowa ochrona akcjonariuszy.I ostatnia uwaga: autor listu twierdzi, że ?w Polsce nie ma szczegółowej ustawy lub rozporządzenia Rady Ministrów o prowadzeniu działalności maklerskiej?. Jako absolwent studiów podyplomowych na temat rynku kapitałowego powinien jednak wiedzieć, że jest i ustawa, i aż kilka rozporządzeń, szczegółowo regulujących tę działalność. Nie trzeba więc mnożyć nowych bytów, a tylko poprawiać skuteczność bytów istniejących. I to właśnie robimy. N