Wiesław RozłuckiPrezes Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych

Pozytywnie oceniam pierwszych 10 lat funkcjonowania naszego rynku kapitałowego i notowań akcji na GPW. Mamy największą giełdę w Europie Środkowowschodniej pod względem kapitalizacji i liczby lokalnych inwestorów, dobrze funkcjonujące instytucje i mechanizmy rynkowe. W 1990 r., kiedy myślałem o uruchomieniu giełdy, wybiegałem w przyszłość na jakieś dwa lata. Przy pierwszych sesjach w kwietniu 1991 r. nie mieliśmy nawet własnych komputerów i pracowaliśmy na pożyczonym sprzęcie. Gdyby wówczas ktoś mi powiedział, że po dekadzie GPW będzie największą giełdą w regionie łącznie z Wiedniem, nigdy bym mu nie uwierzył. Wraz z rozwojem rynku zmienia się jednak punkt odniesienia. Teraz musimy porównywać się już z największymi giełdami europejskimi. Mamy więc jeszcze dużo do zrobienia.Nie wszystkie moje oczekiwania zostały spełnione. Kiedyś sądziłem, że na giełdzie po 2000 r. będzie ponad 300 spółek, a może nawet ok. 400. Oczywiście, nie jest ważna liczba emitentów, ale ich wielkość i jakość. Dużych spółek mamy ciągle za mało. Są przecież takie grupy inwestorów, które interesują się tylko firmami o odpowiednio wysokiej kapitalizacji. Sadzę, że były na giełdzie okresy dobrej koniunktury, które nie do końca zostały wykorzystane do wejścia na rynek publiczny. Niewiele mamy też przykładów, które pokazywałyby, że małe firmy prywatne dzięki giełdzie mogły przeobrazić się w duże, znaczące w branży przedsiębiorstwa, czyli wykorzystały giełdę do własnej ekspansji. Tylko nieliczne spółki przeszły taką drogę, m.in. BIG, a ostatnio ComArch. Także wyniki wielu naszych firm i ich podejście do akcjonariuszy nie jest satysfakcjonujące.Kiedyś oczekiwałem, że duże prywatyzacje, m.in. takich spółek, jak KGHM, TP SA czy kilku banków oraz wejście na giełdę narodowych funduszy inwestycyjnych, co niewątpliwie należy do ważnych etapów rozwoju GPW, przyciągną na rynek rzesze inwestorów. NFI nie spełniły wszystkich pokładanych w nich oczekiwań. Tylko sprzedaż akcji Banku Śląskiego, mimo wszystkich kontrowersji, wyzwoliła bardzo duży wzrost zainteresowania rynkiem kapitałowym wśród naszego społeczeństwa. Pozostałe oferty dużych spółek nie przyciągnęły już tak wielu inwestorów, jak mogłyby to zrobić. Być może system zachęt dla osób fizycznych był niewystarczający. Moim zdaniem, liczba rachunków inwestycyjnych mogłaby być trzykrotnie wyższa niż obecnie. Oczywiście, wszędzie, także i w Polsce, tylko część z nich jest aktywna.Nasz rynek jest już dojrzały. Oferuje inwestorom coraz więcej instrumentów. Tak jak na innych parkietach przeżyliśmy każdy okres giełdowej koniunktury, w tym znaczącą hossę i bolesną bessę.Na giełdzie inwestowałem tylko w pierwszym roku funkcjonowania GPW. Brałem udział w ofertach publicznych pierwszych emitentów i ciągle mam ich akcje. Nie jestem jednak usatysfakcjonowany stopą zwrotu, jaką mi one przyniosły. Od dawna lokuję swój kapitał na giełdzie przez doradców inwestycyjnych, oddając im środki w zarządzanie. Mam portfel agresywny i indeksowy.