23.5.Warszawa (PAP) - Nastroje wśród przedsiębiorców są coraz gorsze, panuje poczucie klęski. Jeśli nic się nie zmieni, to będą oni dalej ograniczać działalność - ocenia Henryka Bochniarz, prezydent Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych. "Nastroje są coraz gorsze. Mamy bardzo niepokojące sygnały, że panuje poczucie klęski i konieczności zwijania się. Bo dalsze trwanie, nie mówiąc już o rozwoju, może oznaczać, że marnuje się to, co się budowało przez 10 lat. Część przedsiębiorców będzie ograniczać działalność, jeśli nic się nie zmieni" - powiedziała PAP Bochniarz. Jej zdaniem w tej chwili nie ma już firm, które by nie odczuwały trudności. "Nawet dobre firmy, które sobie dobrze radziły dotychczas, w tej chwili już mają problemy. To są bardzo młode firmy, nie mogą zaprzestać działalności na kilka miesięcy i przeczekać" - powiedziała. Od maja ubiegłego roku rośnie bezrobocie. Rząd w ustawie budżetowej założył, że w grudniu tego roku stopa bezrobocia wzrośnie do 15,4 proc. Ten poziom został jednak przekroczony już w styczniu. W marcu stopa bezrobocia wyniosła 15,9 proc., w kwietniu nieznacznie spadła do 15,8 proc. TRZEBA ZNOWELIZOWAĆ KODEKS PRACY I PODATKI "Bezrobocie jest wysokie i jeszcze będzie rosło. Dlatego, że na razie nie zdarzyło się nic, co by można było postrzegać jako warunki do ograniczania bezrobocia" - powiedziała Bochniarz. Jej zdaniem przede wszystkim konieczna jest nowelizacja kodeksu pracy i obniżenie podatków. Jednak dotychczasowe próby zmian kodeksu pracy, w jej opinii, kończyły się skutkami zupełnie odwrotnymi od zamierzeń i potrzeb. "Jeśli chodzi o nowelizację kodeksu pracy to przepychanki trwały dwa i pół roku. To, co udaje się uchwalić z kodeksu pracy jest odwrotne od tego, co rząd zapowiada. Uchwalono skrócenie czasu pracy, wolne soboty, teraz mamy projekt zakazu pracy w niedzielę" - powiedziała Bochniarz. "Z jednej strony opowiadamy sobie, jakby było dobrze, gdyby przedsiębiorcom ułatwiło się życie, a z drugiej strony parlament wprowadza przepisy przeciwne. To tylko prowadzi do jeszcze większej frustracji, a rozbieżność między słowami a czynami stała się już tak duża, że nie ma żadnej wiarygodności" - dodała. Bochniarz uważa, że trzeba obniżyć podatki, zarówno od osób prawnych, jak i od osób fizycznych. "Dwa lata temu był projekt obniżenia podatku od osób prawnych. Robiliśmy wtedy raban, że jeżeli się nie obniży jednocześnie podatku od osób fizycznych, to skutki obniżenia samego tylko CIT będą żadne. I rzeczywiście reforma CIT miała bardzo ograniczone znaczenie, chociaż okazało się, że wpływy do budżetu są po obniżeniu podatku wyższe niż poprzednio, przy wyższych podatkach" - powiedziała. W 1999 roku znowelizowano ustawę o podatku od osób prawnych (CIT), zgodnie z którą co roku podatek ten jest stopniowo obniżany, aż do 22 proc. w 2004 roku. W tym roku jego stawka wynosi 28 proc. Wraz z nowelizowaniem CIT proponowano także obniżenie podatku od osób fizycznych (PIT). Projekt zakładał, że w 2000 roku stawki PIT zostaną zmniejszone do 19, 29 i 36 proc., a w 2001 zostaną już tylko dwie stawki 18 i 28 proc. W życie weszła jednak tylko nowelizacja ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, gdyż nowelizacja ustawy o PIT została zawetowana przez prezydenta. Podatek od osób prawnych (CIT) płaci co roku około 160 tys. Podmiotów gospodarczych, a podatek od osób fizycznych (PIT) - około 1,2 mln osób prowadzących działalność gospodarczą. Pozostałych 1 mln przedsiębiorców rozlicza się w ramach podatków zryczałtowanych. SŁABY WZROST GOSPODARCZY HAMUJE ROZWÓJ PRZEDSIĘBIORSTW Poza tym rozwój firm jest hamowany przez ogólną sytuację gospodarczą. Wzrost gospodarczy w 2000 roku wyniósł 4,1 proc., tyle samo, co rok wcześniej. W ciągu roku jednak wzrost PKB zwalniał z kwartału na kwartał: jeszcze w I kwartale wyniósł 6 proc., potem spadł do 5,1 proc. w II kwartale, i 3,3 proc. w III kwartale. W IV kwartale wzrost spadł do 2,4 proc. "Przedsiębiorcy w tych warunkach zachowywali się racjonalnie - starali się ograniczać koszty. Pierwsze instrumenty to m.in. właśnie zwalnianie ludzi" - powiedziała Bochniarz. Jednocześnie jednak spada inflacja (do 6,2 proc. w marcu) i deficyt na rachunku obrotów bieżących (do 5,7 proc. PKB po lutym). W wyniku bardzo słabego wzrostu popytu krajowego w ostatnich miesiącach ubiegłego roku eksport rósł dużo szybciej niż import. Jednak od początku tego roku złoty umocnił się wobec dolara i od końca marca złoty umocnił się wobec euro. W takiej sytuacji pogarsza się sytuacja eksporterów. "Eksport w tej chwili rośnie na zasadzie eksportu ratunkowego. Skoro popyt w kraju jest w tej chwili słaby, to przedsiębiorcom opłaca się za wszelką cenę wysyłać zapasy za granicę, ale za chwilę trzeba będzie do tego dopłacać. To jest wyjście na krótko" - powiedziała Bochniarz. "Jest takie przekonanie wśród polskich polityków, że sektor prywatny wszystko wytrzyma. A tu się okazuje, że nie. I albo wreszcie ktoś to dostrzeże, albo się wszyscy razem wywrócimy" - dodała.