Z przewodniczącym KPWiG Jackiem Sochą rozmawia Dariusz Jarosz

Pod opinią audytora w opublikowanym prospekcie Interii podpisała się nieuprawniona osoba. Czy KPWiG czuje się winna w związku z ujawnionym błędem, gdyż można podejrzewać, że nie dopełniła należytych starań sprawdzając ten dokument przed dopuszczeniem spółki do publicznego obrotu? Jedna z gazet wprost stwierdziła, że sprawa ta obnażyła słabość Komisji.Zdecydowanie się z tym nie zgadzam. Sprawa jest badana i nie została jeszcze zakończona. W Komisji zostały złożone właściwe dokumenty.To znaczy, że wydrukowano inne?Można tak powiedzieć. Zaakceptowany prospekt powinien zostać wydrukowany w takiej formie, w jakiej został dopuszczony. Analizujemy, w jaki sposób zostały złamane przepisy.Czy Interia może zostać wycofana z publicznego obrotu?Na razie nie ma do tego żadnych podstaw. Należy się zastanowić, w jakim stopniu cenę akcji na giełdzie kształtowały inne czynniki niż podpis w prospekcie. Słuszne są zapisy w ustawie o rachunkowości mówiące, że nie powinno być powiązań między osobami, które kontrolują spółkę, a jej kierownictwem. Nie może tutaj dochodzić do konfliktu interesów.Oczywiście, jeśli okaże się, że w prospekcie podano nieprawdziwe informacje, co mogą sprawdzić jedynie biegli rewidenci, to wtedy możemy rozważać cofnięcie decyzji o dopuszczeniu spółki do publicznego obrotu. Jeśli jednak sprawozdania finansowe są rzetelne, nie będziemy podejmować tego rodzaju kroków. W każdym razie, Interia postanowiła przeprowadzić jeszcze raz badanie sprawozdań finansowych.Czy audytora do ich przeprowadzenia nie powinna tym razem wskazać Komisja?KPWiG nie ma podstaw do tego, by oceniać biegłych rewidentów. Nie możemy też wskazywać konkretnej firmy. Sądzę jednak, że ponowne badanie powinien przeprowadzić renomowany audytor, by nie było żadnych ewentualnych podejrzeń.Zamieszanie wokół prospektu Interii, nieudane oferty Areny i Emaksu, przepychanki wokół rzetelności podawanych przez spółki tzw. nowej ekonomii danych, oskarżenia w stosunku do biur maklerskich, negatywnie oceniających kupno niektórych papierów na rynku pierwotnym ? czy te wydarzenia ostatnich miesięcy nie wpłynęły na zniechęcenie inwestorów do firm z sektora innowacyjnych technologii, które miały stać się lokomotywą GPW?Niestety, atmosfera jest zła. Czy kolejne spółki high-tech oraz z branży medialnej będą miały łatwą drogę do uplasowania emisji? Obawiam się, że nie. Za ostatnimi niepowodzeniami pierwotnych ofert nie kryje się przecież wyłącznie załamanie na giełdzie. Zaufanie inwestorów do tych spółek zostało też mocno nadszarpnięte, biorąc pod uwagę poważne straty, jakie ponieśli od momentu debiutu spółek internetowych na GPW.Polski rynek kapitałowy przeżywa poważny kryzys. Zamykane są punkty obsługi klienta w biurach maklerskich. Coraz więcej osób związanych z tą branżą szuka pracy. Czy ratunkiem może być zmiana formuły działania rynku, polegająca na przeniesieniu pośrednictwa w przyjmowaniu giełdowych zleceń z POK-ów do gęstszej sieci filii banków? Taka koncepcja została zaproponowana m.in. przez Boston Consulting w strategii rozwoju GPW, a zamierza ją realizować największy polski broker ? CDM Pekao, opierając się na doświadczeniach strategicznego akcjonariusza banku, UniCredito Italiano.Nie zmieniałbym obowiązującego w Polsce od lat systemu, bo wtedy pomieszają się kompetencje zarówno licencjonowanych, jak i nadzorowanych podmiotów. Może to prowadzić do obniżenia jakości świadczenia usług.Należy sobie zadać pytanie, jak wyglądałoby oferowanie usług maklerskich w strukturach banku, po przeprowadzeniu wewnętrznej reformy dzięki której wzrosłaby liczba inwestorów na trwałe związanych z rynkiem. Byłby to sukces. Jednak do tej pory próby oferowania działalności maklerskiej przez banki nie zakończyły się sukcesem. Dlaczego?Pracownik banku jest rozliczany za sprzedaż produktów bankowych. Gdy bank pozyskuje więcej depozytów, lepiej są oceniani jego pracownicy. Dlatego też obawiam się, że osoba pracująca w banku będzie proponować klientowi produkty bankowe kosztem instrumentów rynku kapitałowego. Nie będzie zatem zachęcała do kupowania np. akcji na giełdzie, a zaproponuje depozyt. Ponadto każda filia bankowa musiałaby być wyposażona w terminal łączący ją z biurem maklerskim, gdyż w innym przypadku nie będzie możliwe szybkie sprawdzenie stanu rachunku inwestora. Jeśli tego nie będzie, to cofniemy się w usługach maklerskich do epoki kamienia łupanego.Zakładając jednak, że taka kosztowna sieć zostanie zbudowana, pojawia się kolejne pytanie. Co osoba z okienka bankowego będzie w stanie powiedzieć potencjalnemu inwestorowi o sytuacji na rynku papierów wartościowych? Sądzę, że prawie nic. Ten kierunek ? w moim przekonaniu ? nie zwiększy zainteresowania rynkiem kapitałowym i nie wpłynie na jakość oferowanych usług. Uważam, że lepszym sposobem rozszerzenia dystrybucji rynku kapitałowego jest wykorzystanie nowych środków medialnych, takich jak internet.Jest Pan zatem przeciwnikiem proponowanych zmian?Obecny model jest dobry. Odchodzenie od niego skończy się tylko zmniejszeniem liczby giełdowych inwestorów. Chętnie poznałbym kontrargumenty ze strony Boston Consulting, bo proponowana koncepcja zupełnie mnie nie przekonuje.Rynki kapitałowe na całym świecie przechodzą głęboki kryzys. Na GPW trwa męcząca bessa. W Londynie są zamykane niektóre oddziały banków inwestycyjnych. Na zagranicznych giełdach rozważana jest możliwość skrócenia czasu trwania sesji. Czy obecny stan zapaści może jeszcze długo potrwać?To, co się obecnie dzieje, ma związek z ponad 10-letnim wzrostem cen akcji na największych rynkach światowych, a także pogorszeniem wskaźnika koniunktury. Mamy do czynienia nie tylko z korektą rynkowych indeksów, ale też z korektą całego biznesu związanego z rynkiem kapitałowym, który rozbudował się w latach prosperity. W Polsce od kilku lat inwestycjom giełdowym nie sprzyjają warunki zewnętrzne, a ostatnio także makroekonomiczne. Na rynku pozostali ci, którzy dobrze go znają, potrafią akceptować straty i ewentualnie odrabiać je w innych segmentach.Uważam, że wychodzenie z obecnej zapaści może trwać dłuższy czas, ponieważ istnieje możliwość ukształtowania się trendu bocznego. Nie spodziewam się szybkiego odwrócenia negatywnego trendu. Z drugiej strony, widzę pozytywne elementy dojrzewania polskiego rynku. Jest coraz więcej inwestorów zainteresowanych nowymi instrumentami. Dynamicznie rozwija się rynek kontraktów terminowych.Właśnie w kierunku kontraktów terminowych przesunęła się część aktywności giełdowych inwestorów. Duże nadzieje wiąże się obecnie z ponownym uruchomieniem na GPW rynku papierów dłużnych. W ich obrocie ma się specjalizować CeTO, którego pełna nazwa ma brzmieć Centralna Tabela Obligacji. Czy ? Pana zdaniem ? uda się pobudzić ten segment rynku i zainteresować nim w większym stopniu giełdowych inwestorów?Pomysł budowy rynku instrumentów dłużnych uważam za słuszny i o takiej idei mówię już od kilku lat. Wydaje się, że sposobem na jego realizację była próba zbudowania wspólnej platformy na bazie połączonych CeTO i PGF. Do tego pomysłu należy powrócić, tak aby do akcjonariatu CeTO weszły również banki. Na takiej platformie mogłyby być notowane instrumenty rynku pieniężnego oraz papiery dłużne. Jeżeli chodzi o budowę segmentu obligacji korporacyjnych, to jego rozwój uzależniam od stabilizacji inflacji na niskim poziomie. Takie skoki inflacji, jakie mieliśmy w ubiegłym roku, powodują, że ryzyko emisji tego rodzaju papierów jest bardzo duże.Dziękuje za rozmowę.