Większe PKB i inflacja?
Do poniedziałku resorty mają zgłaszać uwagi do zaproponowanych przez Ministerstwo Finansów założeń do projektu przyszłorocznego budżetu. Zdaniem ekonomistów, resort może lekko zwiększyć wskaźniki dotyczące prognozowanego wzrostu PKB oraz inflacji. Jednak niewiele zmniejszy to dziurę w budżecie, szacowaną pierwotnie na 88,2 mld zł (11,1% PKB).
Odrzucenie w czwartek założeń do projektu budżetu na 2002 r. przez KERM i KSRM zwiększyło nerwowość rynków. Nie pomogły ani wsparcie ze strony NBP, który nazwał przygotowany przez Jarosława Bauca, szefa MF, plan radykalnych cięć wydatków kluczem do naprawy finansów publicznych, ani też wypowiedź premiera Jerzego Buzka, że deficyt budżetowy nie może przekroczyć 40 mld zł. Na tę nerwowość wpłynął zapewne fakt, iż informacje o decyzjach KERM i KSRM są niejasne. Z jednej strony mówi się, że założenia do projektu zostały odrzucone i resort finansów ma przygotować nowe, z drugiej ? przedstawiciele tego ministerstwa twierdzą, że oba komitety nie odrzuciły założeń i teraz mają one być tylko poprawione, a na zgłaszanie uwag inne resorty mają czas do poniedziałku włącznie. O nerwowości rynku świadczy fakt, że inwestorzy uwierzyli w pogłoskę o dymisji Jarosława Bauca, którą resort finansów musiał oficjalnie dementować.Czynniki te spowodowały, że do południa złoty osłabił się wobec euro i dolara i w rezultacie odchylenie od parytetu zmalało z 5,1% na otwarciu do 4,9% w piątek po południu. W dół poszły także ceny papierów skarbowych ? rentowności podskoczyły o ok. 30 pkt. bazowych. W ogóle kłopoty z budżetem spowodowały ostatnio istny pogrom na rynku obligacji, rentowność papierów pięcioletnich (PS0506) wzrosła z 13,105 do 14,10%, a w przypadku innych obligacji benchmarkowych wzrost wyniósł między 0,55 pkt. proc. a 0,75 pkt. proc.Inwestorzy zastanawiają się teraz głównie, co może ulec zmianie w projekcie przyszłorocznego budżetu. Zdaniem ekonomistów, na pierwszy ogień mogą pójść założenia makroekonomiczne, zwłaszcza iż m.in. one były krytykowane przez innych ministrów.? Podwyższenie prognoz mogłoby być do zaakceptowania ? powiedziała Iwona Pugacewicz-Kowalska, ekonomistka w banku Pekao SA. ? Nasza prognoza przyszłorocznego wzrostu gospodarczego wynosi 3,3% PKB.W budżecie zaś założono, iż będzie to tylko 2,9% PKB. ? Szacujemy przyszłoroczny wzrost gospodarczy na ok. 3,5% PKB, a może być on nawet wyższy ? powiedział Janusz Jankowiak, główny ekonomista BRE Banku. ? Także inflacja średnioroczna będzie wyższa, bo można spodziewać się teraz stabilizacji tego wskaźnika na poziomie blisko 6%.Zdaniem ekonomisty BRE, te zmiany mogłyby spowodować zwiększenie dochodów o ok. 8 mld zł, czyli do ponad 136 mld zł. Dałoby się także nieco ograniczyć prognozę wydatków, jako że resort finansów założył przyjęcie nawet tych ustaw, które nie mają większych szans na wejście w życie. To dałoby ok. 5 mld zł oszczędności na wydatkach i pozwoliło na ich ograniczenie do ok. 211 mld zł. To jednak wciąż za mało, bo dziura w budżecie zmniejszyłaby się z ok. 88 mld zł do ok. 73 mld zł, czyli kwoty nadal nie do sfinansowania. Już sam fakt, iż w przyszłym roku resort finansów chce sprzedać papiery skarbowe za 120 mld zł przy deficycie zredukowanym do 35,3 mld zł wskazuje na to, jak wielkie potrzeby pożyczkowe będzie miało państwo.W tej sytuacji przyjęcie programu cięć wydaje się nieuniknione, zwłaszcza że wg J. Bauca, deficyt powyżej 35 mld zł to niepotrzebne ryzyko. Poparli go m.in. ekonomiści z Polskiego Stowarzyszenia Ekonomistów, którzy stwierdzili, iż nie jest istotne, czy deficyt wyniesie 90 czy 70 mld zł, bo i tak doprowadzi do ucieczki kapitału z Polski i do kryzysu finansowego. ? Stracimy na tym wszyscy, nie tylko biorcy świadczeń budżetowych ? uznali ekonomiści.Także ekonomiści banków zagranicznych, Merrill Lynch, UBS Warburg i BNP-Paribas, negatywnie przyjęli odrzucenie przez KERM i KSRM założeń do projektu budżetu, uznając, iż daje to niekorzystne perspektywy przed polityką fiskalrzyszłym roku. Oni także uważają, iż w założeniach podstawowe wskaźniki makroekonomiczne mogą ulec zmianie na bardziej optymistyczne. Stwarza to jednak niebezpieczeństwo, że w przypadku osiągnięcia niższego tempa wzrostu czy niższej inflacji budżetowi zabraknie pieniędzy.O tym, że gospodarka może wejść w okres powolnego wzrostu i ten stan może się utrzymać w roku przyszłym, co zagrozi bardziej optymistycznym prognozom, świadczą opublikowane w piątek dane GUS o produkcji przemysłowej. Spadła ona w lipcu o 1,2% wobec czerwca (w ubiegłym miesiącu był to spadek o 2,8%) i wzrosła o 1,1% w porównaniu z lipcem 2000 r.Jednak ekonomiści różnie interpretują te dane. ? Te dane pokazują brak poprawy po stronie realnej ? doszło do spadku prawie o 3%, mimo że w lipcu jest więcej dni roboczych ? powiedziała Katarzyna Zajdel-Kurowska, analityk Banku Handlowego. ? Fakt, iż po pierwszych 7 miesiącach mamy o 1,7% większą produkcję przemysłową niż w analogicznym okresie roku ubiegłego i o 11% niższą produkcję w budownictwie, świadczy o słabym rozwoju gospodarki w tym okresie.? To jest ciągle delikatny spadek, ale traktujemy to jako jaskółkę poprawy koniunktury ? powiedział Krzysztof Rybiński, główny ekonomista ING Barings. ? Sądzimy, że kolejne kwartały będą lepsze, wypłacone zostały bowiem rekompensaty, w lipcu zobaczyliśmy też wzrost płacy realnej po raz pierwszy od pewnego czasu. Bardzo mocny może być zwłaszcza IV kwartał.Jednak inwestorzy byli bardziej jednoznaczni w ocenie danych, które uznali za złe. Niski wzrost cen produkcji sprzedanej przemysłu (0,4% wobec lipca ub.r.) i spadek produkcji sugerują bowiem bardzo niski popyt wewnętrzny. W rezultacie złoty znowu stracił, a odchylenie od parytetu zmalało do 4,5%. Osłabienie złotego wiąże się z nadzieją, iż wobec tak złych danych RPP zdecyduje się mimo wszystko na obniżkę stóp na rozpoczynającym się we wtorek posiedzeniu. Na taką obniżkę liczy J. Bauc. Jednak analitycy uważają, iż wobec braku decyzji o poziomie przyszłorocznego deficytu budżetowego Rada może wstrzymać się z cięciem, a do wtorku raczej nie ma szans na wyjaśnienie kwestii przyszłorocznego budżetu.
Marek [email protected]