W tym roku zabraknie 5?6 mld zł?
? Rada Ministrów jeszcze raz będzie omawiała pierwotne założenia do projektu przyszłorocznego budżetu, bo na stworzenie nowych nie ma już czasu ? twierdzi Halina Wasilewska-Trenkner (na fot.), nowa minister finansów. Zmianie ulegnie zapewne wielkość deficytu budżetowego, który wg decyzji rządu wyniesie nie więcej niż 40 mld zł. Nie wiadomo także, czy w budżecie nie zabraknie pieniędzy jeszcze w tym roku.
? To, co zrobiliśmy do tej pory, czyli ocena gospodarki, nie ulegnie zmianie bez względu na to, kto będzie tworzył budżet ? powiedziała nowa szefowa resortu finansów, która we wtorek zastąpiła na tym stanowisku Jarosława Bauca. ? To prawda, która została przyjęta przez rząd. Założenia do projektu nie trafią do rządu w innej formie, bo nie ma na to czasu. Z tym, że rząd ustalił już poziom deficytu, który ma nie przekroczyć 40 mld zł.Nie chciała jednak zdradzić, gdzie będzie szukać oszczędności.? Chętnie poinformuję o tym po zaakceptowaniu projektu tych oszczędności przez rząd, nie wcześniej ? powiedziała. ? Jednak aby te oszczędności uzyskać, trzeba przejrzeć wszystkie wydatki. Problem w tym, że ta rewizja musi dotyczyć wydatków w skali niemal równej deficytowi budżetowemu.Powiedziała jedynie, iż oszczędności będzie szukać w instytucjach rządowych, które otrzymują dzięki zapisom ustawowym pieniądze np. z koncesji i mają dzięki temu dochody większe od kosztów. Wskazała tutaj na Urząd Regulacji Energetyki.Niewiele też mówiła o sposobach na zwiększenie dochodów. Zapowiedziała, że ewentualne podwyżki podatków nie wyjdą poza to, co resort finansów zaproponował w pierwotnej wersji założeń budżetu na 2002 r. Nie wiadomo także, czy rząd zdecyduje się na wprowadzenie podatku importowego, który miał przynieść budżetowi ponad 10 mld zł w roku przyszłym. Przeciwnikiem jego wprowadzenia jest wicepremier Janusz Steinhoff.? Mam ambiwalentne odczucia wobec tego podatku ? powiedziała H. Wasilewska-Trenkner. ? Z jednej strony to łatwe źródło dochodów, z drugiej jednak jest złym rozwiązaniem z punktu widzenia gospodarki. Poza tym, takie tymczasowe źródło dochodów może wpędzić w kłopoty, tak jak będzie to miało miejsce w roku przyszłym, gdy brak dochodów nadzwyczajnych uniemożliwi sfinansowanie części wydatków, pokrytych takimi dochodami w tym roku.Nie wiadomo też, czy nowy szef resortu finansów będzie naciskał na wzrost ściągalności podatków, zwłaszcza pośrednich, na załamanie poboru których narzekali inni ministrowie. Według H. Wasilewskiej-Trenkner, dążenie do zwiększenia ściągalności mogłoby wywołać falę bankructw. Poza tym, ostatnio widać większy dopływ dochodów z tego źródła. Nowa minister jeszcze raz zapowiedziała, że projekt budżetu trafi do Sejmu do 30 września. Zgodnie z jej planami, do 10 września wszystkie 10,5 tys. jednostek, których preliminarze wydatków i dochodów mają wpływ na kształt budżetu państwa, powinny przekazać swoje propozycje do resortu finansów. Ten zaś będzie potrzebował co najmniej 10 dni na przygotowanie ostatecznej wersji ustawy.Nie wiadomo także, czy jeszcze w tym roku nie pojawią się kolejne kłopoty z budżetem, mimo jego nowelizacji. Jeśli przyjdzie oczekiwane ożywienie gospodarcze, którego symptomy było widać już w lipcu, wciąż jest szansa na uzyskanie dochodów w wysokości 152,4 mld zł, jak to założono w znowelizowanym budżecie. Jeśli jednak ożywienia nie będzie, dochody wyniosą niespełna 144 mld zł.? Najprawdopodobniej dochody wyniosą 146?147 mld zł ? powiedziała H. Wasilewska-Trenkner. ? Oznacza to, że trzeba będzie znaleźć ok. 5?6 mld zł oszczędności. Część już została znaleziona, o pozostałych będzie musiał zdecydować rząd. Według minister, wzrost PKB w tym roku wyniesie 2,1?2,2%.
Marek [email protected]