Po pierwszych doniesieniach o zamachach terrorystycznych w USA złoty zaczął tracić na wartości. W stosunku do cen z fixingu NBP (dolar ? 4,2165 złotego, a euro ? 3,7851) polska waluta straciła około 0,8% do dolara i 2,4% do euro. Dolara wyceniano na 4,2475 złotego wobec 4,2132 na otwarciu. Za euro płacono 3,8647 złotego w stosunku do 3,7883 na otwarciu. Wzrosła również rentowność polskich papierów skarbowych.
Według Pawła Gajewskiego dealera z Westdeutsche Landesbank Polska pod koniec dnia handel na rynku niemal zamarł. Inwestorzy czekali na doniesienia zza oceanu. Zdaniem dealera znacznie gorzej wygląda sytuacja na rynku międzynarodowym, gdzie dolar stracił do euro około 1% i ponad 2% do jena. Gwałtownie wzrósł kurs franka szwajcarskiego uznawanego za jedną najbezpieczniejszych walut na świecie. Część banków amerykańskich została wczoraj zamknięta.Złoty otworzył się na poziomie 4,21 w stosunku do dolara oraz na poziomie 3,7875 w stosunku do euro. Po południu, po podaniu informacji przez Ministerstwo Finansów, że jednak pieniądze ze sprzedaży TP SA nie pojawią się na rynku walutowym, złoty osłabił się wobec USD i euro i był wyceniany na 4,2270 w stosunku do dolara i 3,7913 w stosunku do euro.Rynek cały czas czeka na konkretne wiadomości w sprawie budżetu na rok 2002 oraz na ewentualne przepływy prywatyzacyjne, jakie możliwe byłyby w najbliższym czasie. Nafta Polska podjęła decyzję o odłożeniu do piątku decyzji co do sprzedaży Rafinerii Gdańskiej brytyjskiej grupie Rotch Energy. W wyniku tej prywatyzacji przez rynek mogłaby przepłynąć kwota około 300 mln dolarów. Te czynniki, jak i przede wszystkim popyt na polskie obligacje mogą krótkoterminowo wpływać na złotego i utrzymywać go na dotychczasowym poziomie, a nawet doprowadzić do jego wzmocnienia. Jednak pamiętać należy, że aktualna sytuacja gospodarcza nie stanowi podstawy dla obecnego kursu złotego. W dłuższej perspektywie czasowej należy się liczyć z jego deprecjacją. Uwaga inwestorów będzie zwrócona na założenia przyszłorocznego deficytu budżetowego i one będą decydowały o stopniu zaangażowania zagranicy w Polsce. Rząd przyjął założenie, że wysokość przyszłorocznego deficytu budżetowego nie powinna przekroczyć 40 mld zł, co stanowi około 5% PKB wobec 3,9% planowanych na 2001 rok. Z poniedziałkowej wypowiedzi jednego z liderów SLD Marka Borowskiego zamieszczonej w ?Gazecie Wyborczej? można wywnioskować, że SLD raczej nie będzie się wahał z likwidacją podatkowej ulgi budowlanej ani przed podwyżką podatku VAT w budownictwie z 7% do 22%. Biorąc pod uwagę tę wypowiedź, jak również gwarancje ze strony SLD co do utrzymania deficytu na poziomie 5% można przypuszczać, że uwaga wielce prawdopodobnego zwycięzcy wyborów zostałaby skierowana na politykę fiskalną. Jeżeli do tego dojdzie, to w końcu byłoby miejsce na rozsądne powiązanie ostrej polityki fiskalnej i łagodniejszej polityki monetarnej czyli policy mix. Tak naprawdę to dla tej strategii nie ma w dłuższym czasie innej alternatywy. Zakładając, że SLD przymierza się do objęcia władzy na dłuższy okres, to reformy te powinio zacząć przeprowadzać już na początku kadencji, tak aby zostać beneficjentem odrodzenia gospodarki przed następnymi wyborami.
PIOTR PYRĆHypoVereinsbank Bank Hipoteczny