Dramatyczne wydarzenia w Nowym Jorku stanowiły doskonałą pożywkę dla aktywizacji podaży. Główne indeksy rynków akcji na świecie znalazły się w trendzie spadkowym o dawno nie spotykanej skali.
Masowa wyprzedaż akcji doprowadziła do znaczących spadków głównych indeksów. Do najdotkliwiej przeceniającej portfele inwestorów Średniej Przemysłowej (spadek o 15%) dołączył Nasdaq Comosite (prawie 14%) i S&P 500 (11%).Uspokojeniu miały sprzyjać skoordynowane obniżki podstawowych stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych i pozostałych liczących się państwach uprzemysłowionych (Japonia, Euroland, Wielka Brytania). Taki efekt miała również przynieść tymczasowa regulacja SEC (odpowiednika naszej KPWiG), zezwalająca spółkom skupowanie własnych akcji, aby zapobiec drastycznym spadkom ich kursów. Przykładowo, Walt Disney w czasie kilku sesji skupił 50 mln akcji, a kolejne 85 mln akcji skupił w celu dalszej odsprzedaży aranżujący tę transakcję bank inwestycyjny Goldman Sachs (razem przeszło 6% kapitału akcyjnego). Niestety, nie zapobiegło to zniżce akcji tego koncernu rozrywkowego, który w ciągu ostatnich pięciu sesji stracił 30% kapitalizacji.Fed w poniedziałek 17 września, na godzinę przed rozpoczęciem notowań na Wall Street po czterodniowej przerwie, zdecydował się obniżyć po raz ósmy w tym roku stopę oprocentowania funduszy federalnych o 50 pkt. bazowych. Obecnie stopa oprocentowania funduszy federalnych wynosi 3%, a stopa dyskontowa 2,5%. Posunięcie takie było oczekiwane przez większość inwestorów, jednak rozmiar obniżki może zastanawiać. Od czerwca br. cięcia stóp wynosiły 25 pkt. bazowych. Ostatnia decyzja świadczy, że amerykańskie władze monetarne poważnie obawiają się wejścia największej gospodarki na świecie w uliczkę noszącą nazwę ?recesja?. Stąd tak zdecydowana reakcja, której nie waham się określić rozpaczliwą. Dotychczasowe doświadczenia dowodzą, że w sytuacji pozostawania gospodarki w stanie recesji obniżki stóp procentowych mają znikomy wpływ. Tak było w czasach szoku naftowego lat 70. czy podczas ostatniej recesji na przełomie 1990 i 1991 roku. Obniżki stóp, wzrost podaży pieniądza nie znajdują od razu przełożenia na zachowania konsumentów i inwestorów, potrzeba czasu, aby spowodowały poprawę koniunktury.A ta ostatnio pozostawia wiele do życzenia. Symboliczny wzrost PKB, wzrost bezrobocia, kulejąca produkcja przemysłowa to rzeczy znane i ? mimo pesymistycznego wydźwięku ? nie stanowią powodu do zmartwienia. Przedstawione dane makro stanowią tzw. wskaźnik następczy koniunktury (lagging indicator). O wiele ważniejsza jest przyszłość, zgodnie z założeniem, że wyobrażenia o niej sektora przedsiębiorstw i gospodarstw domowych kształtują ich zachowania, a w konsekwencji określają koniunkturę. W poprzednim tekście korzystnie oceniłem zachowanie NAPM i CCI. Niestety, kilka dni później wskaźnik nastroju Uniwersytetu z Michigan pokazał, że wcale tak dobrze nie jest, jednak prawdziwa zmiana nastawienia konsumentów dopiero nastąpiła po wtorkowym ataku lotniczym. Z niedawno opublikowanego sondażu Aspen Publishing wynika, iż 82% respondentów sądzi, że gospodarka jest w stanie recesji. Jednocześnie 4/5 ankietowanych uważa, że recesja ta nie będzie tak uciążliwa, jak ta z lat 1990?1991.Pogorszenie nastrojów prowadzi bezpośrednio do ograniczania popytu, czego następstwem będzie spadek wzrostu gospodarczego. Niestety, obecne tempo wzrostu PKB jest zbliżone do zera, zatem jego dalszy regres mógłby się wiązać z podręcznikową recesją.Decyzja Fed jest również swoistym zagraniem va banque. W obliczu słabego dolara, utrzymującego się dysparytetu stóp procentowych pomiędzy Ameryką a Eurolandem i prawdopodobnej presji na ceny nośników energetycznych z ropą naftową na czele, staje się jasne, że efekt może okazać się przeciwny do założonego. Jakakolwiek podwyżka stóp procentowych doprowadziłaby do skokowego spadku nastrojów konsumentów, a wówczas recesja gotowa.Alan Greenspan na przesłuchaniu przed senacką Komisją Bankową oświadczył, że gospodarka amerykańska jest wystarczająco silna, aby przetrwać krótkotrwały, negatywny wpływ ataku terrorystycznego. Owszem, wydaje się, że tak jest w istocie, jednak bardzo uciążliwe dla jej kondycji byłyby dwa czynniki: przedłużanie się konfliktu ze światem terroryzmu oraz inflacjogenny wzrost cen ropy naftowej.Przedłużanie się konfliktu staje się oczywiste, gdyż na akcji zbrojnej władze amerykańskie nie chcą poprzestać. Odcięcie terrorystów od źródeł finansowania jest kolejnym zadaniem koalicji tworzonej pod egidą Stanów Zjednoczonych. Zakłada to zatem mozolną pracę wywiadowczą oraz prawną. Konflikt jako czynnik ryzyka inwestorzy będą zatem uwzględniać dość długo w swoich decyzjach. Ceny ropy naftowej utrzymują się na stabilnym poziomie, mimo początkowego wzrostu na wieść o ataku lotniczym. Konflikt zbrojny na lądzie, który wydaje się nieunikniony, może doprowadzić do zawirowań na Bliskim Wschodzie, co zaowocuje wzrostem cen ropy naftowej. W sumie oba czynniki ryzyka sprawiają, że inwestorzy mało ochoczo przystępują do kupowania akcji.Z punktu widzenia analizy technicznej znajdujemy się o krok od przełamania najpoważniejszych wsparć, nad którymi znajdują się Nasdaq Composite oraz S&P 500. Indeks giełdy technologicznej wniknął już do strefy wsparcia 1350?1500 pkt., a S&P 500 przybliżył się do poziomu 960 pkt. Następne wsparcia są już o wiele niżej (Nasdaq 1200 pkt., S&P 880 pkt.). Historycznie w ciągu 30 dni od wybuchu kryzysów politycznych indeksy zazwyczaj odrabiały straty. Trudno powiedzieć, że tak też będzie tym razem. Nad rynkiem wisi zbyt wiele niewiadomych. Bliskość wspomnianych wsparć oraz poważne wykupienie rynku może sprzyjać poprawie sytuacji. Nie wydaje się jednak, by do chwili wyjaśnienia sytuacji międzynarodowej korekta spowodowała odrobienie strat. Średnia Przemysłowa wyłamała się z trendu bocznego i weszła w fazę spadkową. Najbliższym wsparciem jest 7500 pkt. (minima jesienne z 1998 roku). Wątpliwe, aby spadek DJIA do tego poziomu wiązał się z obroną na S&P i Nasdaq wspomnianych linii obrony.