New Crossair wystartuje z 6-miesięcznym opóźnieniem

? Potrzebujemy co najmniej 4 mld franków ? stwierdził André Dosé, prezes regionalnych linii Crossair, które miały przejąć od 28 października większość połączeń międzykontynentalnych obsługiwanych przez bankrutującego szwajcarskiego przewoźnika Swissair. ? Przy tym założeniu realny termin przejęcia obowiązków to koniec marca 2002 r. ? dodał. Dziś rząd zdecyduje, czy wesprze firmę kwotą 1,7 mld franków.Po niedzielnym posiedzeniu komitetu kryzysowego (tzw. Task Force) z udziałem przedstawicieli rządu, banków oraz zainteresowanych firm okazało się, że opracowany wcześniej krótkoterminowy plan ratunkowy dla Swissairu (250 mln franków), pozwalający na jego funkcjonowanie do 28 października, nie jest możliwy do zrealizowania m.in. z powodu sprzeciwu sądowego zarządcy upadającego koncernu Karla Wüthricha. Uznał on, że dodatkowy kredyt byłby zbyt dużym obciążeniem dla zadłużonej już po uszy firmy.André Dosé przedstawił trzy scenariusze rozwiązania problemu. Według pierwszego, dysponujący obecnie 82 samolotami Crossair przejmuje do końca marca 26 długo- i 26 krótkodystansowych maszyn Swissairu, ale wcześniej musi podwyższyć kapitał o ok. 2,2 mld franków szwajcarskich, a na samo przejęcie sprzętu i koniecznych pracowników potrzebuje 1 mld franków. ? Realizacja tego wariantu wiązałaby się z redukcją personelu o 9400 osób (4,1 tys. w samej Szwajcarii i 5,3 tys. za granicą), co dodatkowo kosztowałaby 650 mln franków ? przyznał szef Task Force Peter Siegenthaler.Wariant drugi przewiduje przejęcie tylko 15 samolotów do obsługi połączeń międzykontynentalnych i 26 europejskich. Kapitał byłby w tym przypadku podwyższony o 1,6 mld franków, a pracę straciłoby 14,5 tys. ludzi, (koszt odpraw 1,25 mld franków). W wariancie trzecim Crossair nie przejmuje żadnego samolotu Swissairu, a redukcje obejmują 27 tys. osób (w tym 14,5 tys. w Szwajcarii). Koszt tego pomysłu to 2,7 mld franków.Dosé nie ukrywał, że jest zwolennikiem wariantu pierwszego, najbardziej kosztownego rozwiązania. Poparli go także politycy, gdyż zapewnia ono istnienie narodowej linii lotniczej. Prawie wszystkie partie rządzącej koalicji opowiedziały się za utrzymaniem mniejszościowego udziału państwa w tym przedsięwzięciu, które zostało roboczo nazwane ?New Crossair?. Tyle tylko, że ? jak wyliczyła gazeta ?SonntagsBlick? ? aby Swissair przetrwał zimę i jego loty obsługiwało lotnisko w Zurychu, konieczna jest pomoc w wysokości co najmniej 1 mld franków.Tymczasem do tej pory dwa banki, a jednocześnie najwięksi wierzyciele Swissair ? UBS oraz Credit Suisse Group ? dofinansowały firmę 1,35 mld franków (przejmując za to pakiet 70% akcji Crossair należących do bankruta), natomiast szwajcarski rząd dołożył 450 mln franków w ramach nadzwyczajnej pomocy, z czego wykorzystano już znaczną część na utrzymanie obsługi najważniejszych tras.Przed kilkoma dniami rząd próbował namówić największe miejscowe firmy do zakupu udziałów w ?New Crossair?. Reakcja była co najmniej wstrzemięźliwa. Nie widzą takich możliwości, np. chemiczny potentat Roche i koncern spożywczy Nestle. Jedynym, który pozytywnie odpowiedział na prośbę rządu, jest 91-letni Walter Haefner, jeden z najbogatszych obywateli kraju i właściciel firmy importującej samochody AMAG. Zaoferował 200 mln franków.Dziś rząd ma zdecydować o wyasygnowaniu kolejnych pieniędzy na pomoc dla obu linii lotniczych. Według internetowego wydania niemieckiego dziennika ?Die Welt?, chodzi o kwotę 1,7 mld franków. Za opowiadają się ponoć trzy spośród czterech partii tworzących koalicję.

W.K., ?FT Deutschland?, ?Die Welt?