Te fundusze, w których portfelach wciąż jest wiele firm, odczuwają wyraźnie skutki spowolnienia gospodarczego (spadek przychodów z inwestycji w związku z pogorszeniem wyników przedsiębiorstw). Bez względu jednak na wyniki, finansowe koszty NFI, przede wszystkim wynagrodzenia dla firm zarządzających, nie spadają.
Generalnie aktywa NFI w porównaniu ze stanem na koniec września ub.r. stopniały bardzo wyraźnie (wyjątkiem jest Fund.1 NFI, Hetman i Octava). W perspektywie ostatnich miesięcy trend ten został jednak zahamowany, a w niektórych przypadkach nawet odwrócony (w porównaniu z czerwcem br. wzrosły aktywa m.in. Victorii, Fortuny, Zachodniego NFI), co ma związek głównie z "kapitalizacją" portfeli i lokowaniem środków uzyskanych ze sprzedaży spółek w obligacje i inne papiery dłużne, a więc głównie instrumenty bezpieczne.
Niestety, bardzo wyraźny jest w większości przypadków spadek przychodów. Dotyczy to także tych NFI, które zarówno przed rokiem, jak i teraz notują dodatnie przychody z inwestycji. Kilka funduszy po trzech kwartałach zaprezentowało jednak wysokie ujemne wartości w tej pozycji rachunku wyników (Foksal, Zachodni, Jupiter). Słabe są rezultaty Progressu, Drugiego NFI i Magny Polonii, choć w ostatnim przypadku III kwartał był pod tym względem bardzo dobry - znacznie lepszy niż III kwartał 2000 r.
Wyjątki stanowią Octava i Fortuna. To jednak fundusze o najmniejszej liczbie spółek portfelowych, które spieniężyły majątek, a gotówkę ulokowały głównie w bezpiecznych papierach. Papiery te przynoszą zyski, tym większe, im większa ulokowana w nich gotówka. Brak aktywów notowanych (zwłaszcza w przypadku Octavy) oraz wyzerowanie pozostałych w portfelu kiepskich spółek sprawia, że reszta majątku nie traci z kwartału na kwartał na wartości, a NFI nie partycypują w stratach, ponoszonych przez najgorsze przedsiębiorstwa. Warto przy tym pamiętać, że w przeciwieństwie do Fortuny, Octava w ogóle zrezygnowała z nowych inwestycji. Nie oznacza to jednak, że jej przychody nie spadną - NFI skupił prawie 20% własnych akcji w wezwaniu, na co wydał około 80 mln zł - tyle gotówki musiał uwolnić, by zrealizować to zamierzenie i o tyle mniej gotówki będzie pracować na pokrycie kosztów działania NFI w przyszłych okresach.
Przy spadku przychodów z inwestycji dla poprawy wyników NFI powinny ciąć koszty - tak by się przynajmniej wydawało. Konstrukcja programu sprawia jednak, że firmy zarządzające otrzymują wynagrodzenie za zarządzanie ryczałtowo, bez względu na wyniki NFI. O ile w niektórych przypadkach zarządzający dążą do tego, aby przychody były jak najwyższe, a także chcą realizować jak najwyższe zyski z inwestycji (tutaj zarządcy ułatwili sobie sprawę czyszcząc bilanse - większość transakcji sprzedaży spółek realizowana jest od tej pory z zyskiem), o tyle koszty są traktowane inaczej. NFI obniżyły koszty w efekcie spłaty długów - musiały to zresztą zrobić ze względu na terminy udzielonych im pożyczek i kredytów. Odpadł ciężar spłaty odsetek, a także nie ma ryzyka pojawienia się w zestawieniu kosztów ujemnych różnic kursowych, zmory duszącej NFI w poprzednich latach (ostatnia kwestia nie byłaby w tej chwili tak dolegliwa, jak wcześniej, ze względu na mocnego złotego). Najważniejsza pozycja kosztów - wynagrodzenie dla firm zarządzających - pozostaje jednak nienaruszona. Zamiar zmniejszenia wynagrodzenia ma tylko Jupiter. Reszta funduszy milczy. To dziwne, bo zarządcy mają coraz mniej pracy - spada liczba spółek w portfelach, nikt już nie mówi o ich restrukturyzacji, gotówka leży na kontach bądź ulokowana jest w papierach dłużnych, nowych projektów inwestycyjnych w NFI jak na lekarstwo. Mając mniej pracy, zarządcy otrzymują wciąż te same pieniądze. Z punktu widzenia największych akcjonariuszy NFI, z którymi powiązane są firmy zarządzające, nic złego się nie dzieje. Nie ma bowiem znaczenia, jak się zarobi pieniądze - poprzez zarządcę czy na akcjach, jednak z punktu widzenia pozostałych akcjonariuszy sprawa wygląda oczywiściTym ostatnim sprzyja tylko mocny złoty. Wynagrodzenia dla zarządców liczone są jako równowartość pewnej kwoty euro (najczęściej 1,6 mln euro rocznie) lub USD. Gdyby złoty znacząco osłabł, NFI musiałyby płacić firmom zarządzającym, licząc w złotych, znacznie więcej.