Reklama

Popyt zamarł

Okres lipiec-wrzesień br. był bardzo nieudany dla większości emerging markets. Nie mógł być zresztą inny, jeżeli weźmiemy pod uwagę kilka czynników. Systematycznie postępujące spowolnienie wzrostu gospodarczego na świecie staje się coraz bardziej dotkliwe dla firm z rynków wschodzących. Typową cechą państw rozwijających się jest bowiem silne uzależnienie od popytu w państwach uprzemysłowionych.

Publikacja: 01.12.2001 08:39

Modelowym przykładem takiego uzależnienia są "tygrysy azjatyckie" (Tajwan, Hongkong, Singapur, Malezja, Korea Płd.), które swoje zaawansowane technologicznie wyroby sprzedają głównie do Stanów Zjednoczonych, Eurolandu i Japonii (zresztą słabość popytu w tym akurat przypadku jest silnie odczuwana także ze względu na przedłużającą się zapaść jeśli chodzi o nakłady inwestycyjne na IT). Po rachitycznym wzroście PKB w II kwartale 2001 roku III kwartał przyniósł już spadek tego agregatu w Stanach Zjednoczonych, co zostało odebrane przez większość inwestorów jako zapowiedź prawdziwej recesji (po raz pierwszy od lat 1990-1991). Gospodarki europejskie i japońskie prosperują jeszcze gorzej.

Drugim czynnikiem skutecznie zniechęcającym inwestorów od angażowania się na emerging markets w III kwartale br. były kłopoty gospodarcze dwóch największych rynków Ameryki Południowej - Argentyny i Brazylii. Kłopoty Argentyny znane są powszechnie nie od dziś. Ostatnia decyzja rządu o jednostronnym zmniejszeniu oprocentowania obligacji* oznacza de facto przyznanie się do bankructwa (po raz pierwszy od odmowy spłaty GKO przez rząd rosyjski w 1998 roku). Olbrzym śpiący na worku złota, czyli Brazylia, wprawdzie nie realizuje scenariusza pełnoobjawowego kryzysu gospodarczego, jak to ma miejsce w przypadku Argentyny, jednak ewidentnie zmierza ku zdecydowanemu wyhamowaniu rozwoju. Mimo że powiązania brazylijsko-północnoamerykańskie są o wiele bardziej ścisłe, na przypływ kapitału ze Stanów Zjednoczonych trudno liczyć w obecnym stanie.

Trzecim wreszcie czynnikiem dekoniunktury na emerging markets i w odróżnieniu od pozostałych dwóch, których objawy można było zauważyć z pewnym wyprzedzeniem, niespodziewanym, był zamach terrorystyczny na nowojorskie World Trade Center. Następstwem ataku terrorystów było pogorszenie klimatu inwestycyjnego na wszystkich rynkach, w tym wschodzących, uznawanych za najbardziej ryzykowne. Obawy inwestorów instytucjonalnych najpełniej oddawało zjawisko przechodzenia do aktywów wysokiej jakości (high-grade) od aktywów o wysokiej stopie zwrotu (high-yield). Profile inwestycyjne wielu firm i rządów z krajów uprzemysłowionych odpowiadają wyobrażeniom zarządzających na temat wysokiej jakości, czego nie sposób powiedzieć o korporacjach rodem z rynków wschodzących.

Spadek zaufania do emerging markets widać najwyraźniej w przypadku głównych klas aktywów. MSCI Emerging Markets Free (indeks Morgan Stanley dla rynków akcji) spadł w III kwartale o 23,4% (wobec 3,1-proc. wzrostu kwartał wcześniej). Nie lepiej było na rynku obligacji, gdyż indeks EMBI+ powiększył znacząco spread do 1005 pkt. bazowych powyżej oprocentowania amerykańskich T-bills i zdecydowanie zbliżył się do poziomu, obserwowanego ostatnio w czasie zawirowań rosyjskich i azjatyckich przed trzema laty.

Takie zachowanie się dwóch najbardziej popularnych klas aktywów może oznaczać znaczny wzrost awersji do ryzyka. I rzeczywiście, indeks amerykańskiego banku inwestycyjnego J.P. Morgan - J.P. Morgan LCPI (Liquidity and Credit Premia Index) przekonuje, że właśnie z tym mieliśmy do czynienia. Indeks ten składa się z dwóch subindeksów: wskaźnika płynności (rozumianego jako spread pomiędzy amerykańskimi obligacjami skarbowym a swapami na te obligacje) oraz wskaźnika premii kredytowej (do jego obliczania służą spread amerykańskich obligacji o wysokiej stopie oprocentowania, indeks obligacji rynków wschodzących EMBI, indeks J.P. Morgan Global Risk Aversion i zakładana zmienność kursów walutowych najważniejszych jednostek monetarnych na świecie). W sumie jest to dosyć skomplikowany wskaźnik. Jest on jednak uznawany za jedną z miar najlepiej oddających awersję inwestorów do ryzyka. Po uruchomieniu zawieszonych wskutek ataku 11 września notowań na giełdach nowojorskich J.P. Morgan LCPI osiągnął swoje tegoroczne maksimum, zbliżone wartością do poziomu z okresu kryzysu rosyjskiego (1998), brazylijskiego (1999) czy tłumnej wyprzedaży amerykańskich obligacji o wysokim oprocentowaniu tuż po uformowaniu szczytu wiosną 2000 roku.

Reklama
Reklama

Wzrost ryzyka inwestycyjnego na rynkach wschodzących miał negatywne skutki dla emitentów. Wzrósł koszt kapitału, zarówno w przypadku rozszerzonego spreadu na EMBI+, jak i zwiększeniu wymaganej stopy zwrotu z rynku akcji. Na rynku pierwotnym zapanowała prawdziwa posucha. Dość powiedzieć, że w okresie lipiec-wrzesień uplasowano obligacje za kwotę 11,6 mld USD i akcje za kwotę 1 mld USD co łącznie dało niespełna 13 mld USD. Kwartał wcześniej z tych obu źródeł emitenci uzyskali 34 mld USD. Różnica aż nadto wyraźna.

Jak łatwo się domyślić, gros środków wpłynęło przed 11 września. Największe wartościowo emisje obligacji przeprowadziły jak zwykle państwa, a nie korporacje. W lipcu rząd brazylijski pozyskał 1,6 mld USD (w tzw. samurai bonds, czyli obligacjach denominowanych w jenach japońskich), natomiast w sierpniu rząd meksykański 1,5 mld USD (w eurobligacjach). Były to dwie największe emisje obligacji w III kwartale.

Ciekawostką minionego kwartału na rynkach obligacji emerging markets był wzrost zainteresowania emisjami wspomnianych samurai bonds. 1/5 całości emisji denominowana była właśnie w jenach japońskich. Działo się tak głównie za sprawą rekordowej w historii rynków wschodzących emisji brazylijskich samurai bonds.

Pod względem stóp zwrotu z rynku wtórnego (mierzonych w USD) największe zyski czerpali inwestorzy z obligacji tajlandzkich (+7,7% w III kwartale 2001), chińskich (+5,6%) i południowokoreańskich (+4,5%). Największe straty stały się natomiast udziałem posiadaczy długu argentyńskiego (-17,2%), brazylijskiego (-7,7%) i libańskiego (-5,8%).

Jeszcze gorzej wiodło się emitentom na rynkach akcji. Oferty w ubiegłym kwartale miały wartość 1 mld USD. Kwota ta jest niewiele wyższa od historycznych minimów z I kwartału 1995 roku i III kwartału 1998 roku. Największą emisję przeprowadził brazylijski koncern petrochemiczny Petrobras, uzyskując z ADR-ów prawie 550 mln USD. Mniejsze wpływy zanotowali emitenci z Azji (Tajwan, Chiny, Indie), gdzie o pieniądze inwestorów ubiegały się głównie spółki z sektorów technologicznych (elektronika, komputery) oraz sektora bankowego. Na rynku wtórnym przeważała podaż, w efekcie czego inwestorzy najczęściej odnotowywali spadki wartości portfeli. Najdotkliwsze spadki dotknęły akcje tureckie (-44,1%), argentyńskie (-39,6%) i chińskie (-35%). Prawdziwym rodzynkiem w trudnych czasach III kwartału br. okazały się rynki malezyjski i indonezyjski. n

* Rząd argentyński jednostronnie podjął decyzję o swapie obligacji o stałym oprocentowaniu 11-12% i 10-letnim terminie zapadalności na obligacje o kuponie 7% i 13-letnim okresie życia.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama