Nic tak dobrze nie robi rynkowi, jak dopływ nowych środków do funduszy emerytalnych. Oczywiście, nie należy liczyć na to, że spowoduje on zmianę trendu, za to na pewno czasowo ograniczy spadki bądź w istotny sposób wzmocni wzrosty. Ostatnie dwie sesje są tego najlepszym przykładem. Niestety, obroty w takich dniach koncentrują się na największych spółkach z indeksu WIG20, w wyniku czego ponad połowa obrotu przypada na walory trzech lub czterech firm. Na szczęście zbliża się koniec roku, w związku z tym można oczekiwać (i to już w najbliższych dniach) wzrostu obrotów na niektórych zapomnianych już spółkach. Będzie on szedł w parze ze wzrostem kursów pewnych średnich i małych firm, stanowiących istotne części portfeli niektórych instytucji finansowych. Jednak biorąc pod uwagę cały rynek, to będzie on nadal poruszał się zgodnie z trendami światowymi, co, moim zdaniem, oznacza, iż na hossę przyjdzie nam poczekać co najmniej rok. Nie wyklucza to jednak tego, by WIG20 doszedł np. do 1500 pkt. Choć obecnie stawiam przy tym duży znak zapytania, ponieważ już w wielu komentarzach czytałem o tej wartości, co z reguły oznacza, iż indeks jej nie osiągnie (większość nie ma racji). Z drugiej strony szansą może być tzw. efekt stycznia - przede wszystkim dlatego, że nic się o nim nie mówi. Niemniej jednak zakładając, iż nadal mamy do czynienia z długoterminowym trendem spadkowym, to wyznaczanie dokładnej maksymalnej wartości nawet kilkumiesięcznej korekty wzrostowej, w dłuższym okresie nie powinno mieć większego znaczenia.