.W pierwszych transakcjach za USD płacono 4,105 zł, za euro 3,64 zł, odpowiadało to 10,4% powyżej parytetu, byliśmy zatem znacznie niżej, niż w środę na zamknięciu. Właściwie od razu złoty zaczął odreagowywać, proces był jednak dość powolny. Około południa dotarliśmy do 11,1%. Dolar potaniał o 3,5 grosza, wspólna waluta o 3 grosze. Wczesnym popołudniem przyszła kolejna fala wyprzedaży i o 14.00 osiągnęliśmy 10,6%. Kursy wynosiły wtedy 4,092 zł i 3,635 zł. Kończyliśmy jednak na 11,1%. USD kosztował 4,064 zł, euro zaś 3,62 zł.
W czwartek rano złoty stracił 0,8% w stosunku do środowego zamknięcia. Realizacja zysków była jednak tylko jednym z powodów korekty. Wydaje się, że duże znaczenie miała poranna wypowiedź premiera Marka Belki, który dał do zrozumienia, że nie spodziewa się obniżek stóp procentowych przed uchwaleniem budżetu na 2002 rok. Jego zdaniem, trudno o kolejne cięcia w sytuacji, kiedy nie wiadomo dokładnie, jaka będzie polityka fiskalna w przyszłym roku (chodzi m.in. o możliwość nieuchwalenia ustaw okołobudżetowych). Właśnie w ten sposób członkowie Rady argumentowi swoją niechęć do dalszego łagodzenia polityki monetarnej w najbliższym czasie.
W takiej sytuacji ci inwestorzy, którzy spekulowali pod szybką obniżkę, zaczęli się pozbywać papierów skarbowych i złoty stracił. Sprzedaż polskich papierów była też w jakimś stopniu związana z korektą na rynkach obligacji w USA i w Niemczech po nadspodziewanie dobrych informacjach o wskaźniku NAPM w sektorze usług (pisałem o tym w czwartek).
Rano euro wyceniano na 0,8877 USD. Mniej więcej taki poziom utrzymywał się do wczesnego popołudnia. Około 14.00 nieznacznie przeważył popyt i dotarliśmy do 0,889, chwila stabilizacji i powrót w okolice 0,888. Dopiero po danych o zamówieniach przedsiębiorstw w USA przekroczyliśmy 0,89. Kończyliśmy na 0,8905.
Opublikowane w południe informacje o zamówieniach przedsiębiorstw w Niemczech były jeszcze gorsze od oczekiwań. Spadek w skali roku w październiku wynosi aż 9,5%. Średnia prognoz to -7,8%, poprzednio było -6,6%. Po południu poznaliśmy z kolei wiele danych o gospodarce USA. Liczba nowo zarejestrowanych bezrobotnych spadła (choć mniej niż prognozowano), podobnie wydajność pracy, wzrosły natomiast koszty pracy. To nie są najlepsze informacje. Z drugiej jednak strony wyraźnie, bo o 7,1%, zwiększyły się zamówienia przedsiębiorstw. Nie wywołało to jednak takiej euforii, jak środowy NAPM, ponieważ analitycy oczekiwali tak silnej poprawy. Dolar osłabł nawet w stosunku do euro.