W pierwszych transakcjach za USD płacono 3,96 zł, za euro 3,53 zł, odpowiadało to 13,3% powyżej starego parytetu. Po krótkotrwałej stabilizacji zaczęła przeważać podaż. Złoty zaczął się więc powoli, ale systematycznie osłabiać. Około 13.30 dotarliśmy do 11,8%. Dolar podrożał o 7 groszy, wspólna waluta o 6 groszy. Wtedy doszło do odreagowania. Udało się powrócić na powyżej 12%. Około 14.00 było 12,3%, przy kursach 4,05 i 3,62. Szybko przeważyły jednak ponownie oferty sprzedaży. Kończyliśmy na 11%. USD ceniono na 4,03 zł, wspólną walutę na 3,60 zł.
Zaczęło się bardzo spokojnie. Wystartowaliśmy z poziomu nawet nieznacznie wyższego, niż ten, do którego dotarliśmy w środę po konferencji prasowej, dotyczącej spotkania RPP i rządu (jak pamiętamy, wyniki przyjęto z umiarkowanym optymizmem, co doprowadziło do umocnienia polskiej waluty). Potem było już jednak znacznie gorzej. Na rynku pojawiły się bowiem pogłoski o możliwej interwencji NBP. Normalnie nikt by w nie nie uwierzył, ale w obecnej sytuacji, kiedy właściwie nie podano żadnych konkretów dotyczących spotkania (np. ewentualnych ustaleń), część inwestorów podeszła do tego poważnie. Poza tym na rynku pojawiła się informacja (prawdziwa zresztą), że RPP odbędzie w ciągu dnia posiedzenie. Tego typu robocze spotkanie nie jest niczym nadzwyczajnym, ale akurat w czwartek potraktowano je jako możliwość dokonania jakichś zmian w polityce monetarnej. Jak widać z powyższego, inwestorzy wciąż bardzo nerwowo obserwują rozwój sytuacji. W sumie doszło do zamykania pozycji. Spadek obserwowaliśmy także na rynku obligacji. W dodatku po południu zaczęły się spadki na GPW. Późnym popołudniem złoty trochę odreagował: pogłoska o interwencji okazała się nieprawdziwa, Rada, owszem odbyła posiedzenie, ale dotyczyło ono głównie kwestii omówienia przedwczorajszego spotkania jej przedstawicieli z rządem. Polska waluta umocniła się jednak na krótko, złego klimatu nie udało się już naprawić. Kończyliśmy wyraźnie niżej niż w środę.
Na rynku wspólnej waluty wciąż to samo: jesteśmy w pobliżu 0,89. Poziom otwarcia to 0,893, potem euro zaczęło tracić, około 13.00 dotarliśmy do 0,89. Przez następne dwie godziny niewiele się działo. Późnym popołudniem przeważył popyt. Kończyliśmy na 0,893.
Dane o produkcji przemysłowej w Niemczech okazały się gorsze od oczekiwań. Doszło bowiem do spadku o -4,9%, średnia prognoz to -3,5%. W efekcie wspólna waluta straciła, choć zmiany nie były bardzo silne.