Zarzuty o insiding pochodzą z okresu, kiedy Alierta stał na czele miejscowego potentata branży tytoniowej, spółki Tabacalera (był jej prezesem od czerwca 1996 r. do grudnia 1999 r.). Jak twierdzi madrycki dziennik "El Mundo", wszystko wskazuje na to, że ujawnił on swojemu siostrzeńcowi Louisowi Mendozie plany dotyczące najbliższych posunięć Tabacalery.

Latem 1997 r. 28-letni wówczas Mendoza najpierw w bardzo szybkim czasie uzyskał na preferencyjnych warunkach kredyt w wysokości 2,4 mln euro w Banco Urguijo. Dlaczego? Bo Alierta przez blisko 15 lat (1970-1985) był dyrektorem generalnym tej instytucji. Następnie za te pieniądze kupił akcje Tabacalery. Tymczasem w zaledwie kilka dni po tej transakcji koncern poinformował, że przejmuje amerykańskiego producenta wyrobów tytoniowych Havatampa. Kurs akcji Tabacalery na madryckiej giełdzie odnotował roczne maksimum, a Mendoza zarobił na czysto 1,85 mln euro. Hiszpańska komisja papierów wartościowych CNMV już w 1998 r. badała kulisy tej transakcji, nie doszło jednak do wszczęcia oficjalnego dochodzenia.

Analityków zastanawia fakt, dlaczego gazeta właśnie teraz przystąpiła do ataku na prezesa Telefoniki. "El Mundo" jest od dawna znana z tego, że pilnie śledzi wszystko, co dzieje się w tym koncernie. Już raz doprowadziła do ustąpienia jego prezesa. W podobnych okolicznościach (również podejrzenie o insiding) latem 2000 r. zmuszony do rezygnacji ze stanowiska został Juan Villalonga.