WIG20 znalazł w pobliżu poziomu 1360-1370 pkt., stanowiącego dość silne wsparcie. Wydaje się, że jesteśmy świadkami akumulacji poprzedzającej silny ruch, przy czym z uwagi na korzystny układ średnich ruchomych będzie to prawdopodobnie ruch w górę. Szukając wyjaśnień takiego scenariusza, należy wskazać przede wszystkim na kilka faktów. Po pierwsze, z raportów kwartalnych wynika, że kondycja większości spółek pogorszyła się. Należy jednak pamiętać, że dane te w większości nie zaskoczyły negatywnie inwestorów, gdyż nie spodziewali się niczego rewelacyjnego.
Po drugie, od pewnego czasu dostrzec można silne skorelowanie indeksów indeksów Europy Środkowowschodniej. Jest to o tyle ważne, że na przykład na wykresie siły względnej węgierskiego BUX względem Euro Stoxx 50, 11 stycznia tego roku nastąpiło wybicie z tworzonego przez kilkadziesiąt miesięcy podwójnego dna. Oznacza to, że w przypadku realizacji tej formacji indeks giełdy budapeszteńskiej wzrósłby o 40%, w przypadku oczywiście gdyby Euro Stoxx 50 za rok miał mniej więcej tę samą wartość co obecnie. Ponieważ techniczna zbieżność naszego WIG-u i indeksu giełdy w Budapeszcie jest bardzo silna, można sformułować dość radykalny wniosek.
Otóż jeżeli w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy na zachodzie Starego Kontynentu panować będzie co najmniej trend horyzontalny, to marzenia o WIG20 na poziomie około 1900 pkt. na początku 2003 roku stają się całkiem realne. Fundamentalną przesłanką takiej prognozy jest teza o konwergencji stóp dyskontowych stosowanych w wycenie spółek z naszego kraju w relacji do wartości typowych dla Europy Zachodniej przy stosowaniu metody zdyskontowanych przepływów pieniężnych. Na marginesie tych wszystkich rozważań należy zauważyć, że np. korelacja pomiędzy kwartalnymi stopami zwrotu z obu omawianych indeksów wnosiła w ciągu 8 ostatnich kwartałów aż 0,824.
Zwróć uwagę na:
TP - stosunkowo niska wycena rynkowa na tle innych przedstawicieli branży telekomunikacyjnej notowanych na rynkach wschodzących, od dwóch tygodni trwająca konsolidacja.