Wtorkowa sesja była pierwszą w ostatnich dniach, kiedy to indeks największych spółek tak wyraźnie przełamał wsparcie na poziomie 1352 pkt. Na razie jednak przebicie tej bariery nie jest w pełni wiarygodne, choć towarzyszyła mu niewielka luka bessy. Chodzi o to, że sama skala przełamania jest na razie bardzo mała, a zniżkę powstrzymała średnia krocząca z 45 sesji i, co ważniejsze, towarzyszyła jej niewielka aktywność inwestorów mierzona wielkością obrotu.

Warto mieć na uwadze również i to, że dla spadków pozostało bardzo mało miejsca, bowiem linia trendu łącząca świecę z 8 października z poziomem otwarcia świecy z 14 grudnia ubiegłego roku znajduje się obecnie na wysokości około 1320 pkt. (ta sama linia trendu zaczepiona o dno grudniowej świecy znajduje się 30 pkt. niżej). Z drugiej strony, w średnim terminie coraz gorzej wyglądają wskaźniki techniczne i są bardzo bliskie silnych sygnałów sprzedaży. Pierwszym tego zwiastunem jest przełamanie przez oscylator Ultimate nie tylko poziomu równowagi, ale i 8-miesięcznej linii trendu wzrostowego. Jeśli podobne wskazanie wygeneruje MACD (z tą różnicą, że analogiczna dla niego linia trendu formuje się od 11 miesięcy), nie pozostaną już żadne wątpliwości co do ponownej zmiany trendu średnioterminowego na spadkowy. Jak wspomniałem na wstępie, jedynym pocieszeniem może być niski wolumen obrotu, ale wystarczy większa asekuracja strony popytowej, by rynek zaczął osuwać się pod swym własnym ciężarem (z czym, według mnie, mamy właśnie teraz do czynienia).