Były prezydent USA Bill Clinton miał sobie ponoć przypominać o ważności gospodarki przez wymowną karteczkę "gospodarka, głupku". Karteczkę taką, z wielkim opóźnieniem, muszą teraz wieszać nad swymi biurkami także polscy politycy. A nasze środowisko rynku kapitałowego musi - oprócz hasła "restrukturyzacja i innowacyjność" dodać zdecydowanie apel "promocja, głupki". Udany promocyjny najazd przedstawicieli polskiego rynku na Londyn pokazuje, jak ważne jest promowanie własnych zalet. Nawet jeśli niekoniecznie wszystkim możemy się pochwalić...
Polska obecność na prestiżowym Euromoney Eurobonds Investors' Congres to zasługa przede wszystkim Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych. Choć przecież na "pokład" zaproszono wszystkie najważniejsze instytucje infrastrukturalne. Wyszło naprawdę dobrze. Polskie stoisko i polscy specjaliści byli jedynymi - oprócz Rosjan - reprezentantami Europy Wschodniej. Ale pewnie wkrótce już się to zmieni. Z zazdrością na pomysł KDPW patrzyli odwiedzający kongres - tylko jako widzowie - Węgrzy. Więc pewnie pójdą polskim tropem. Konkurencja się na pewno zaostrzy. Tym bardziej że Zachód pała coraz większą miłością do Moskwy. Londyn patrzy z admiracją na Rosję, Amerykanie flirtują z Chinami. Jeśli nie będziemy przypominać o swoim potencjale, wielki kapitał przeleci nam przed nosem. Stąd tak ważna jest dobrze przemyślana i konsekwentna promocja rynku. Także przez uczestniczenie w pracach międzynarodowych instytucji. Od lat z powodzeniem robi to KPWiG, która teraz koncentruje się na tematach związanych z integracją z Unią Europejską. Musimy być wszędzie tam, gdzie będą podejmowane decyzje dotyczące także nas. To nie tylko inwestycja. To warunek normalnego funkcjonowania w przyszłej Unii. Liczenie na to, że ktoś nam coś za nas załatwi, jest naiwnością. Jeśli chcemy zabezpieczyć własne interesy, to musimy być bardzo aktywni i nie dać się zepchnąć do cienia.
Oczywiście, nie byłbym sobą, gdybym nie wskazał na błędy. Na organizowane z pomocą CSFB równoległe, acz zupełnie odrębnie, z kongresem Euromoney spotkanie z naszymi "pokazowymi" spółkami, instytucjami rynku i jego VIP-ami nie dopuszczono mediów. Szkoda, bo na pewno echo byłoby spore. Ale obecności wrednych niezależnych analityków i dziennikarzy nie życzył sobie podobno główny londyński organizator polskiej prezentacji.
Tak czy siak, to był dobry tydzień. Nawet gdyby ktoś z analityków czy bankierów inwestycyjnych się bardzo starał, nie byłby w stanie nie zauważyć polskich prezentacji i obecności w gronie najważniejszych graczy globalnego rynku kapitałowego. Gdyby jeszcze wszyscy nasi znamienici prelegenci mówili po angielsku z taką swobodą jak prezes Wiesław Rozłucki... Cóż, na naukę nigdy za późno. Chociaż, z drugiej strony, to podobno rozczulające, gdy ktoś z całej siły stara się mówić w języku tubylców. Choć zna go tylko ze słyszenia.
PS Mnie ucieszyła także obecność w Londynie i faktyczne zaangażowanie po naszej stronie Małgorzaty Ostrowskiej, bodaj jedynego posła, który na serio interesuje się tym, czy rynek będzie istnieć czy nie. Dobrze, że mamy w Sejmie kogoś takiego. Szkoda tylko, że pewnie w większości wypadków pani poseł musi przepychać wiele spraw w osamotnieniu. Tym bardziej trzymajmy za nią kciuki.