Reklama

Hossa należy się Ameryce

Podejrzenia o stosowanie "twórczych" metod obrachunkowych przez spółki zaważyły na wynikach wskaźników giełdowych w kolejnym już tygodniu. Kursy akcji przestały reagować ma polepszające się dane makroekonomiczne.

Publikacja: 26.02.2002 08:29

Opublikowane w ubiegłym tygodniu informacje gospodarcze wskazują na szybsze i bardziej dynamiczne wychodzenie z recesji niż spodziewali się tego analitycy. Ekonomiści prezentują coraz bardziej optymistyczne nastroje, uważają, że gospodarka amerykańska ma dobre warunki rozwoju zarówno w tym, jak i w następnym roku. Gdyby to od ekonomistów zależało, na Wall Street trwałaby hossa - tylko, że nikt nie słucha ich opinii. Opanowani przez postenronowe nastroje inwestorzy z zapartym tchem wyczekują na kolejne wieści o mniejszych i większych skandalach wywołanych księgowaniem operacji finansowych przez mniej i bardziej ważne spółki.

- W swoich najczarniejszych snach nie przypuszczałem, że może dojść do takiego obrachunkowego skandalu. Jeżeli chodzi o metody księgowe Stany Zjednoczone prawie należą do trzeciego świata. Jakość obrachunkowa raportowanych zysków zapewne jest najniższa w historii amerykańskiej przedsiębiorczości - uważa cytowany przez "Los Angeles Times" Thornton O'Glove, który przez wiele lat publikował "The Quality of Earnings Report". - Obrachunkowe lęki inwestorów przekładają się na gwałtowne zmiany kursów akcji. To schizofrenia, inwestorzy rozdarci są między poprawiającymi się wskaźnikami ekonomicznymi a strachem przed oszustwami księgowymi spółek - stwierdza Peter Boockvar, strateg inwestycyjny firmy Miller, Tabak & Co, wypowiadający się w "CBS MarketWatch".

W tej schizofrenicznej atmosferze najlepiej radzi sobie Dow Jones Industrial Average, już drugi tydzień z rzędu kończy na plusie, tym razem zwyżkował o 0,7%. Natomiast Nasdaq Composite spadł o dramatyczne 4,5% (od 1 stycznia stracił 12%), a S&P 500 o 1,4% - o 5% od początku roku.

Większość analityków z Wall Street zdaje się prezentować bardzo ostrożne, acz optymistyczne poglądy na temat najbliższej przyszłości giełdy. Należy do nich David Wyss, ekonomista zatrudniony przez Standard and Poor's, który w wewnętrznym biuletynie tej agencji zauważył, że inwestorzy będą powoli wydobywać z postenronowego cienia i zaczną zwracać uwagę na makroekonomiczne wskaźniki.

Tych ostrożnie optymistycznych poglądów nie podziela Richard Bernstein, szef działu analiz inwestycyjnych rynku amerykańskiego Merrill Lyncha. Swoim klientom rekomenduje portfel inwestycyjny, który tylko w 50% składa się z akcji. Na łamach tygodnika "Barron's" Bernstein stwierdził, że w postenronowej erze inwestorzy będą domagali się od spółek raportów sporządzonych według czytelnych reguł. Wszelkie próby twórczego księgowania zostaną napiętnowane. To doprowadzi do spadku tempa wzrostu zysków kwartalnych i rocznych. Bernstein uważa, że bieżący rok - trzeci z rzędu - najważniejsze wskaźniki giełdowe mogą zakończyć ze stratami.

Reklama
Reklama

- Tak jak większość specjalistów nie mogła określić, w którym miesiącu zeszłego roku rozpoczęła się recesja, tak obecnie nie potrafi stwierdzić publicznie, że luty jest "początkiem jej końca" - powiedział PARKIETOWI Dariusz Michalski, który w Nowym Jorku prowadzi oddział banku inwestycyjnego Raymond James Financial Services. - Szybkie wyjście z recesji jest olbrzymim sukcesem prezydenta George`a W. Busha, który jak żaden z jego poprzedników otworzył szeroko portfel federalny, wypisywał czeki in blanco, aby za wszelką cenę uratować współczesny kapitalizm w amerykańskiej wersji. Demokratyczni przeciwnicy zapewne zarzucą prezydentowi, że ratując gospodarkę, zmarnował całą federalną nadwyżkę budżetową, ale - jak mówi polskie przysłowie - "kto nie posmaruje, ten nie pojedzie" - dodał D. Michalski.

W rozpoczynającym się tygodniu właściwie kończy się sezon składania raportów kwartalnych przez spółki. Thomson Financial/First Call - firma, która monitoruje dane o zyskach spółek - informuje, że raporty złożyło dotychczas 94%. przedsiębiorstw należących do prestiżowej "pięćsetki" Standard & Poor's. W biuletynie dla klientów analitycy First Call stwierdzają, że 22-proc. spadek zarobków w ostatnim kwartale ubiegłego roku pozostał w zgodzie z prognozami. Ich zdaniem, inwestorzy mają prawo spodziewać się poprawy zysków w bieżącym kwartale.

Analitycy i inwestorzy zapoznają się w rozpoczynającym się tygodniu z pokaźnym pakietem raportów ekonomicznych. Do najważniejszych należy publikowany w czwartek, drugi z trzech, rządowy raport o ostatnim kwartale ubiegłego roku. Zgodnie z pierwszym raportem, PKB miał wzrosnąć o 0,2%. Analitycy spodziewają się, że w drugim raporcie wskaźnik ten zostanie skorygowany w górę do 0,9%. Ostateczny raport o IV kwartale poznamy za miesiąc.

W piątek zostanie podana wartość wskaźnika Instytutu Zarządzania Zapasami Produkcyjnymi (Institute for Supply Management) za luty - dawny wskaźnik NAPM. Ekonomiści spodziewają się, że po raz pierwszy od czerwca 2000 r. będzie miał on wartość przewyższającą 50 pkt. - co zakończy najdłuższy po II wojnie światowej okres spadku produkcji przemysłowej. Również w piątek ekonomiści Uniwersytetu stanu Michigan przedstawią ostateczną wartość wskaźnika nastrojów konsumenckich w lutym.

W środę Alan Greenspan podzieli się swoimi opiniami o stanie gospodarki z kongresmenami wchodzącymi w skład Komisji Finansowej Izby Reprezentantów. - Oczekujemy, że szef Fed będzie miał bardziej optymistyczne poglądy, niż podczas ostatnich publicznych wystąpień - przedstawia pobożne życzenia kolegów po fachu analityk Mickey Levy z Banc of American Securities w wywiadzie dla "CBS MarketWatch".

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama