Opublikowane w ubiegłym tygodniu informacje gospodarcze wskazują na szybsze i bardziej dynamiczne wychodzenie z recesji niż spodziewali się tego analitycy. Ekonomiści prezentują coraz bardziej optymistyczne nastroje, uważają, że gospodarka amerykańska ma dobre warunki rozwoju zarówno w tym, jak i w następnym roku. Gdyby to od ekonomistów zależało, na Wall Street trwałaby hossa - tylko, że nikt nie słucha ich opinii. Opanowani przez postenronowe nastroje inwestorzy z zapartym tchem wyczekują na kolejne wieści o mniejszych i większych skandalach wywołanych księgowaniem operacji finansowych przez mniej i bardziej ważne spółki.
- W swoich najczarniejszych snach nie przypuszczałem, że może dojść do takiego obrachunkowego skandalu. Jeżeli chodzi o metody księgowe Stany Zjednoczone prawie należą do trzeciego świata. Jakość obrachunkowa raportowanych zysków zapewne jest najniższa w historii amerykańskiej przedsiębiorczości - uważa cytowany przez "Los Angeles Times" Thornton O'Glove, który przez wiele lat publikował "The Quality of Earnings Report". - Obrachunkowe lęki inwestorów przekładają się na gwałtowne zmiany kursów akcji. To schizofrenia, inwestorzy rozdarci są między poprawiającymi się wskaźnikami ekonomicznymi a strachem przed oszustwami księgowymi spółek - stwierdza Peter Boockvar, strateg inwestycyjny firmy Miller, Tabak & Co, wypowiadający się w "CBS MarketWatch".
W tej schizofrenicznej atmosferze najlepiej radzi sobie Dow Jones Industrial Average, już drugi tydzień z rzędu kończy na plusie, tym razem zwyżkował o 0,7%. Natomiast Nasdaq Composite spadł o dramatyczne 4,5% (od 1 stycznia stracił 12%), a S&P 500 o 1,4% - o 5% od początku roku.
Większość analityków z Wall Street zdaje się prezentować bardzo ostrożne, acz optymistyczne poglądy na temat najbliższej przyszłości giełdy. Należy do nich David Wyss, ekonomista zatrudniony przez Standard and Poor's, który w wewnętrznym biuletynie tej agencji zauważył, że inwestorzy będą powoli wydobywać z postenronowego cienia i zaczną zwracać uwagę na makroekonomiczne wskaźniki.
Tych ostrożnie optymistycznych poglądów nie podziela Richard Bernstein, szef działu analiz inwestycyjnych rynku amerykańskiego Merrill Lyncha. Swoim klientom rekomenduje portfel inwestycyjny, który tylko w 50% składa się z akcji. Na łamach tygodnika "Barron's" Bernstein stwierdził, że w postenronowej erze inwestorzy będą domagali się od spółek raportów sporządzonych według czytelnych reguł. Wszelkie próby twórczego księgowania zostaną napiętnowane. To doprowadzi do spadku tempa wzrostu zysków kwartalnych i rocznych. Bernstein uważa, że bieżący rok - trzeci z rzędu - najważniejsze wskaźniki giełdowe mogą zakończyć ze stratami.