W pierwszych transakcjach za dolara płacono 4,225 zł, za euro 3,665 zł, odpowiadało to 8,85% powyżej stargego parytetu. Około 11.00 dotarliśmy do 8,65%, kursy wynosiły wtedy 4,235 zł i 3,67 zł. Kończyliśmy na 8,9%, przy 4,22 zł i 3,665 zł.
Złoty w piątek osiągnął jeszcze niższe poziomy niż w czwartek. Wydaje się, że najważniejszym czynnikiem tego spadku była sejmowa debata wywołana środową decyzją Rady Polityki Pieniężnej. W piątek w parlamencie pojawił się prezes NBP Leszek Balcerowicz. Usiłował obronić stanowiska Rady, przedstawiając zagrożenia związane z dalszym obniżaniem stóp procentowych.
Inwestorzy wciąż zastanawiają się, czy w najbliższym czasie czekają nas jeszcze obniżki stóp. Piątkowe sejmowe wystąpienie Balcerowicza z całą pewnością nie zwiększyło szans na kolejne cięcia. Wydaje się, że w tej chwili bardziej prawdopodobnym scenariuszem jest brak zmian. Inflacja może zacząć rosnąć, deficyt na rachunku obrotów bieżących przestał się znacząco poprawiać, a w perspektywie całego 2002 roku prawie pewne jest to, że sytuacja się pogorszy. Poza tym wiele niewiadomych niesie ze sobą tegoroczny budżet. W dodatku (o czym mówiło się już przy okazji wprowadzania podatku od lokat kapitałowych) realne stopy depozytów już są niewielkie, a będą prawdopodobnie jeszcze niższe.
Jeśli inwestorzy uwierzą, że okres cięć dobiegł końca, skończą się spekulacje pod tym kątem. W praktyce będzie to zapewne oznaczało dalszy, i to prawdopodobnie wyraźniejszy, spadek wartości polskiej waluty. I nie będzie to spadek chwilowy.
A co nas czeka w najbliższych dniach? W nadchodzącym tygodniu poznamy informacje o zmianach cen żywności w drugiej połowie lutego.