Reklama

Menedżerowie, pokochajcie naszą giełdę,czyli o scenie, halab

Menedżerowie, pokochajcie naszą giełdę, czyli o scenie, halabardnikach i emitentach Wyjść na scenę i nie grać. Hm, niby można. Jeśli komuś odpowiada rola trzeciego halabardnika w drugim akcie. Ale ani to zabawne, ani zyskowne. A wstydu można się najeść, gdy się zaśnie przy halabardzie albo pokręci raport bieżący w systemie Emitent...

Publikacja: 09.03.2002 08:28

Jakiś czas temu w kameralnej salce jednego z najlepszych warszawskich hoteli. Kawa, notatniki, laptopy. Grupa zdradzających objawy znudzenia menedżerów. Szkolenie dla potencjalnych, przyszłych spółek publicznych. Przedstawiam wady i ZALETY, wynikające z obowiązków informacyjnych. Mówię o tym, co interesuje analityków giełdowych i na co zwracają uwagę komentatorzy. I czuję, że napięcie rośnie. - Oho, zaraz się zacznie - myślę.

I oczywiście "się zaczyna". Słyszę, że "do chrzanu z taką giełdą". I po co to w ogóle jest, skoro trzeba się będzie jeszcze publicznie tłumaczyć z własnego biznesu. Jeden z bardziej agresywnych menedżerów pyta prowokacyjnie, ile kosztują łapówki dla analityków i dziennikarzy. I niby z jakiej racji ma w ogóle udzielać im jakichś informacji.

A ja już po kilkunastu minutach tej ostrej dyskusji zaczynam się wkurzać.

- W takim razie, skoro irytują Was nawet obowiązki informacyjne, uważacie analityków i dziennikarzy finansowych za jedną cwaną bandę, a rynek publiczny - za nieporozumienie, to po co myślicie o ewentualnym wejściu na giełdę? - pytam zirytowany.

Chwilowa konsternacja.

Reklama
Reklama

- Bo szef (w domyśle: właściciel) kazał - mówi ktoś.

- Bo trzeba się pozbyć akcji - uśmiecha się inny uczestnik szkolenia.

- A plany pozyskania kapitału? - pytam.

Cisza. No i już jesteśmy w domu...

Taki ładny rynek zbudowaliśmy. A tak na nim pusto. Coś chyba nie tak z tą konstrukcją, skoro - jak wykazuje publikowany w tym numerze raport PARKIETU - menedżerowie jakoś nie przepychają się w kolejce na parkiet. A giełda, miast kojarzyć się z centrum mobilizacji i alokacji kapitału, postrzegana jest jako sposób na pozbycie się pakietu akcji, co ładnie określa się mianem "wyjścia z inwestycji". Jednorazowy strzał - oferta, trochę medialnego show, sprzedaż akcji i po zabawie. Potem, w wielu przypadkach, zapada cisza.

I choć można wskazać przypadki konsekwentnego zbierania kapitału z rynku i sensownego jego wykorzystania (z dużym pożytkiem dla akcjonariuszy), to wiele spółek tak naprawdę poprzestało na wejściu na giełdę. Tak jakby był to cel sam w sobie. Co jest trochę bez sensu. Wyjść na scenę i nie grać. Hm, niby można. Jeśli komuś odpowiada rola trzeciego halabardnika w drugim akcie. Ale ani to zabawne, ani zyskowne. A wstydu można się najeść, gdy się zaśnie przy halabardzie albo pokręci raport bieżący w systemie Emitent...

Reklama
Reklama

Upublicznienie spółki, które kiedyś jeszcze było traktowane jako nobilitacja firmy, dziś nie wydaje się kusić zbyt wielu przedsiębiorstw. Po micie o elitarności nie ma już chyba śladu, w czym "zasługa" kompletnego lekceważenia nie tyle jakichś wymyślnych kodeksów dobrych praktyk, ile fundamentalnych zasad uczciwości i etyki biznesowej. Kiepskie, a czasem wręcz kompromitujące, wyniki finansowe firm publicznych skutecznie ośmieszyły tezę o tym, iż na giełdzie obecna jest "śmietanka" liderów polskiej gospodarki. Wyniki tegorocznej edycji konkursu o miano lidera polskiego biznesu BCC mówiły za siebie. Wśród kilkudziesięciu firm nominowanych do tego tytułu znalazła się tylko jedna spółka giełdowa... Trochę kiepsko z tą naszą elitą.

Giełda nie wydaje się tak pociągającą perspektywą dla firm, jak było to w czasach intensywnej prywatyzacji. Ale to nie tylko wina konstrukcji rynku. Sami właściciele i menedżerowie spółek nie dostrzegają szansy na wspomaganie procesu rozbudowy biznesu przez wykorzystywanie ZALET giełdy. Choćby właśnie transparentności i obowiązków informacyjnych, które tak irytowały uczestników opisanego wcześniej szkolenia. Giełda zapewnia niemal stałą obecność brandów danej spółki w mediach i raportach analitycznych. Choć, oczywiście, nie w postaci cukierkowych laurek. Co tłumaczy agresywną niechęć wobec analityków czy dziennikarzy (wśród których też, rzecz jasna, zdarzają się postacie niezbyt kryształowe, delikatnie mówiąc...).Przed giełdą i domami maklerskimi ciężka praca. Zachęcenie spółek do rozpoczęcia kariery na rynku publicznym łatwe nie jest. Ale walczyć trzeba. Bo poza rynkiem publicznym jest wiele bardzo interesujących firm, których obecność na parkiecie przyniosłaby wiele korzyści zarówno im samym, jak i całemu naszemu tkwiącemu w bezruchu rynkowi kapitałowemu.

Wiosna tuż, tuż. Pora zakochać się w giełdzie na nowo. Wykorzystujcie obecność na scenie. Halabardnicy, poza tym, że nie grają i nie zarabiają, są zwykle wykpiwani. Nie inaczej jest w przypadku pasywnych spółek, z których część pewnie nawet nie bardzo wie, po jakie licho jest lub zamierza być na giełdzie. n

W tym wydaniu PARKIETU polecam lekturę naszego raportu "Giełda nie wykorzystanych szans". Natomiast w najbliższy wtorek - analiza sytuacji rynku kapitałowego przygotowana przez specjalistów Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową. Wszystkich zainteresowanych zapraszamy jak zwykle do dyskusji i komentowania prezentowanych przez nas opinii.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama