W poniedziałek rano dolar kosztował 4,12 zł, euro 3,61 zł, byliśmy więc na 10,6% powyżej starego parytetu. Przez godzinę nieznacznie przeważał popyt. Od 10.00 kursy ustabilizowały się odpowiednio na 4,125 i 3,617 zł, co odpowiadało 10,5%. Dopiero przed samym końcem transakcji doszło do większych zmian. Poziomy zamknięcia to 4,135 zł, 3,623 zł, czyli 10,3%.
Obroty były niewielkie, wszyscy czekają na decyzje RPP. Na rynkach wciąż przeważa opinia, że Rada nie zmieni podstawowej stopy procentowej, czyli stopy interwencji. Co do pozostałych, zdania są już bardziej podzielone. Niektórzy uważają, że może np. dojść do obniżenia stopy lombardowej. Musiałoby to za sobą pociągnąć także ruch stopy depozytowej, jeśli oczywiście RPP chciałaby utrzymać zasadę równego spreadu między nimi. Pojawiły się także zdania, że może dojść do kolejnego obniżenia poziomu rezerw obowiązkowych.
Ważne będzie nie tylko to, co Rada zrobi, ale także to, co powie. Chodzi głównie o to, czy zwiększy się, czy też zmniejszy prawdopodobieństwo obniżek w następnych miesiącach. Jeśli będą oczekiwania na cięcie w najbliższym czasie, złoty nie powinien wyraźnie stracić.
Rano za wspólną walutę trzeba było zapłacić 0,876 USD. Po dwóch godzinach nieznacznej przewagi popytu dotarliśmy do 0,8778 USD - to poniedziałkowe maksimum. Potem nieznaczna korekta i równie niewielki wzrost pod sam koniec dnia. Poziom zamknięcia 0,877 USD.
Dzisiaj poznamy kolejne dane o gospodarce amerykańskiej. O 14.30 zostaną opublikowane informacje o zamówieniach na dobra trwałego użytku. Analitycy oczekują wzrostu o 1%, w styczniu mieliśmy wzrost o 2%. Ważniejszy będzie jednak wskaźnik optymizmu Consumer Confidance. Poznamy go o 16.00. Średnia oczekiwań to 98 punktów, co oznaczałoby wzrost o 3,9 punktu w stosunku do poprzedniego miesiąca. Jeśli rzeczywiście zobaczymy dobre informacje, znowu odżyją nadzieje na wyraźniejsze ożywienie największej gospodarki świata.