Na przykład Zdzisław Jankowski, poseł Samoobrony (członek Komisji Skarbu Państwa, Gospodarki i Podkomisji Przekształceń Własnościowych), deklaruje, że jest właścicielem 222 akcji... Skarbu Państwa. Początkowo myślałem, że może się poseł pomylił i zamiast obligacji wpisał akcje. Chyba jednak nieszczególnie. Papiery mają ponoć wartość 54 tys. zł. To zaś nijak nie pasuje do obligacji. Dzwonię zatem do posła.
- Te akcje to są te zgodne z ustawą. Ale tak jakbym ich nie miał, bo one są w biurze maklerskim. Na przechowaniu są, a ja nimi nie będę handlował. Majątek jest własnością narodu i nie będę go sprzedawał. Bo to, co się dzieje z polską prywatyzacją, to jest wyprzedaż majątku narodowego - wyjaśnił w krótkich żołnierskich słowach poseł Jankowski.
Wreszcie po kilku minutach rozmowy okazało się, że poseł pracował niegdyś w zespole elektrowni Pątnów-Adamów-Konin. Akcje dostał w ramach bezpłatnego pakietu dla załogi. To, że akcje przypisane są do konkretnej firmy, już takiego znaczenia nie miało. Ważne, że dawał Skarb Państwa.
Inna ciekawostka to dwa świadectwa udziałowe NFI. Pomimo że dobiegły żywota z końcem 1998 roku, wciąż ma je Ewa Janik, reprezentantka SLD. Co więcej, wycenia je na 160 zł (2 × 80 zł). Skąd taka wartość? To proste. Według posłanki SLD na tyle jesienią ubiegłego roku wyceniano nie istniejące świadectwa. I nie chodzi tu bynajmniej o wartość kolekcjonerską. Ewa Janik przyznaje bowiem, iż złożyła je w biurze maklerskim.
Niestety, pani poseł trochę się przeliczyła. W październiku wartość pakietu po zamianie na akcje nie przekraczała 56 zł. Podobnie jest zresztą do dziś. Na moje pytanie, czy orientuje się, iż PŚU już nie istnieją i dawno zostały skonwertowane na akcje funduszy, usłyszałem taką odpowiedź. - Nie wiem, co za nie dostałam. Zresztą nikt nie wie. W biurze maklerskim można to jeszcze sprzedać.