INA już w czasach tzw. wielkiej Jugosławii, kiedy krajem rządził Josip Broz Tito, zaliczany był do grona największych firm kraju. Obecnie blisko 400 stacji benzynowych spośród 600 funkcjonujących na terytorium Chorwacji należy do jego sieci. Wchodzące w skład koncernu rafinerie Sisak i Rijeka są głównymi dostawcami produktów naftowych dla sąsiednich państw. Do niego należy także 36-proc. udział w największym rurociągu JANAF.
Chorwacki rząd oszacował wstępnie wartość rynkową Industrija Nafte na co najmniej 1,7 mld euro. Dawałoby to wycenę pakietu oferowanego zagranicznemu inwestorowi w granicach 430 mln euro. Według prognoz zarządu, INA w pierwszych trzech miesiącach br. powinien wypracować 48 mln euro zysku netto przy 1,74 mld euro przychodów ze sprzedaży.
Jak twierdzą chorwaccy analitycy, menedżment INA jest zainteresowany w dłuższej perspektywie wejściem do planowanego m.in. przez węgierski MOL, austriacki OMV i nasz PKN ORLEN ponadnarodowego koncernu. Chorwacki rynek naftowy sondują w ostatnim czasie także włoski Agip, rosyjscy potentaci Łukoil i Jukos, a nawet chiński Sinochem.
Zagrzeb chciałby zakończyć proces prywatyzacji Industrija Nafte do oczekiwanego na przełomie 2007/2008 r. wejścia tego kraju do Unii Europejskiej, zostawiając sobie pakiet ok. 25% akcji koncernu. Przyszły inwestor strategiczny musi się liczyć z tym, że firma wymaga znacznych nakładów na modernizację. W pierwszej fazie są one szacowane na co najmniej 3 mld euro.